Dla dziennikarzy dzień z Tiesto rozpoczął się już o 17:45, kiedy to artysta pojawił się w towarzystwie swojego managera we wrocławskim Hotelu Radisson. Tiesto w niebieskiej czapce z daszkiem przemknął 2454 UserComments

13 lat temu we Wrocławiu: TIESTO Elements Of Life - relacja FTB.PL!

Artykuł dodano: 14 kwietnia, godz. 01:50
Odsłony: 59704x

Tego dnia dla dziennikarzy dzień z Tiesto rozpoczął się już o 17:45, kiedy to artysta pojawił się w towarzystwie swojego managera we wrocławskim Hotelu Radisson. Tiesto w niebieskiej czapce z daszkiem przemknął do recepcji, zabrał klucz do pokoju i zniknął w drzwiach windy. Podczas konferencji prasowej z uśmiechem i uwagą słuchał pytań i kompleksowo na nie odpowiadał. 


Dowiedzieliśmy się między innymi, że wciąż jest singlem, że uwielbia gotować, że przyrządzanie jedzenia jest dużo prostsze niż przyrządzanie muzyki, że od wielu lat tworzy z partnerem (odpowiedzialnym za sferę techniczną), wspomniał też, że Polska kojarzy mu się z pięknymi kobietami i wspaniałą publicznością, a nie z producentami muzyki trance – później jednak okazało się, że wbrew temu co powiedział, być może nieświadomy tego faktu, jednego polskiego producenta nie tylko znał, ale i zagrał (Nitrous Oxide). Chwilę później, w rozmowie z ftb wspominał, że nie czuje się wielką gwiazdą, nie potrzebuje ochroniarzy (żartował, że popularny jest tylko w południowej Polsce), że szanuje Paula Van Dyk’a, mniej chyba Armina, którego styl określił jako „The Best of Tiesto & PVD”. Miło się z nim gawędziło, rację miał Angelo Mike, że to skromny, sympatyczny człowiek. O swoim poprzednim występie w Polsce mówił w samych superlatywach, zapytany o słaby kontakt z publicznością zrzucił to na odległość dzielącą go od tłumu. Czy tym razem pod tym względem było lepiej? O tym za chwilę.

Wchodząc do Hali Ludowej wejściem prasowym nie miałem pojęcia jakie wstrząsające sceny dzieją się przed wejściem głównym.  Niektórzy na wstęp do hali czekali 2-3 godziny! Nie da się ukryć, że taka sytuacja mogła wielu popsuć ten wyjątkowy wieczór. W środku niedociągnięć organizacyjnych już nie widziałem, krytykowane przez niektórych żetony to na zachodzie norma, kolejki po żetony zdarzały się tylko w okolicy wejścia głównego - kilkadziesiąt metrów dalej problemów z tym nie było. Ciekawie prezentowały się sceny boczne, grający na Sentencje Stage Bobina, Hydroid, Kuissima, Angelo Mike czy Nucvise nie mieli wielu słuchaczy, ale to już standard na wrocławskich eventach. Miło można było też spędzić czas na scenie Red Space (najpopularniejszym miejscu do umawiania się ze znajomymi), darmowe drinki – po jednym dla każdego, darmowe papierosy, czerwony sympatyczny wystrój i ciekawe house’owe klimaty między innymi DJ’a W i Bartesa (minusem był wymóg bycia palaczem i wymóg wylegitymowania przed wejściem, co by koncern tytoniowy mógł nas w przyszłości zasypywać ulotkami). Poza tym w hallu można było między innymi kupić, swoją drogą za spore pieniądze gadżety Tiesto, można też było poczytać o zabawie bez narkotyków na stoisku „Dance Alternative”.

Sektor dla prasy i VIPów otwarto o godzinie 21, mieliśmy okazji posiedzieć i popatrzeć na pustą halę oczekującą na otwarcie bram. „Jak w teatrze” – usłyszałem nagle. Ktoś dorzucił „Jak w teatrze marzeń”. Mieliśmy chwilę, żeby zastanowić się jak to wszystko będzie wyglądało. Na pól godziny przed 22 parkiet i trybuny zaczęły się zapełniać. Muzyki jeszcze nie było, a kilka tysięcy ludzi już stało albo siedziało na parkiecie w oczekiwaniu na pierwsze dźwięki. „Widzisz jakąś specjalną inscenizację?” – to pytanie usłyszałem za plecami i rzeczywiście: oprócz wielkiego telebimu za skromną konsoletą nie wiele było przygotowane. Pocieszałem się, że na pewno organizatorzy nas zaskoczą, poza tym czekałem głównie na wielki ekran ledowy, który –jak sobie tłumaczyłem-zapewne jest pod telebimem czyli ogromnych rozmiarów płachtą czekającą na wyświetlane na niej wizualizacje. O 21:43 w ciagle jeszcze ciemnej hali pojawiło się pierwsze, nieśmiałe skandowanie „Tiesto! Tiesto!”. Ale do spotkania z najpopularniejszą postacią świata muzyki klubowej jeszcze było daleko.

Najpierw bez specjalnego wstępu, bez fajerwerków na scenę wbiegła z mikrofonem Jes Brieden. Pierwsza godzina należała do niej. „Przebyliśmy długą drogę, żeby być dzis z wami” – krzyknęła do nas na początku. Jedna z najbardziej znanych trancowych wokalistek, gościnnie udzielająca się w wielu projektach, urodzona w Nowym Jorku, odkryta przez duet Gabriel & Dresden, wydała 6 kwietnia w wytwórni Tijsa Black Hole wlasną plytę „Disconnect”. To właśnie okładka tej płyty była główną wizualną atrakcją podczas jej występu. Trochę nam jej było szkoda – zero świateł, zero wizualizacji, ściszona muzyka, wszystko to wyglądało jak słaby koncert w MOKu. Oczywiście nie dla wszystkich – spora część publiczności już zaczęła zabawę, spora część śpiewała z nią niektóre piosenki – zwłaszcza „As the rush comes” z repertuaru Motorcycle, największy wyśpiewany przez nią przebój w karierze. Były też dwa inne utwory Motorcycle „Around you” i „Deep Breath Love”.  W większości jej występ składał się z kawalków, które można znaleźć na jej płycie, w tym “Ghost” wyprodukowany przez Deepsky’ego czy “Like a waterfall” Solar Stone. Jes starała się jak mogła, chwyciła nawet za gitarę, dziękowała za spory aplauz, jednak w opinii większości jej recital był nieco za długi – live acty dłużą się nawet wtedy gdy trwają kwadrans czy pół godziny, co dopiero całą godzinę! Nie mogła jednak narzekać na przyjęcie, więc często słyszeliśmy „Kocham was!”.

Na godzinę 23 zaplanowaną tajemniczo brzmiący „Virtual warm up”. Muszę się przyznać, że należałem do tych naiwnych, którzy oczekiwali nie lada atrakcji – na przykład prezentacji możliwości ekranu ledowego. Tymczasem ta „rozgrzewka” polegała tylko i wyłącznie na prezentacji śmiesznego filmu, podczas którego na ekranie widzieliśmy coś w rodzaju gry komputerowej z wirtualnym Tiesto miksującym wirtualne płyty. Animowana komputerowo postać Tijsa klaskała w ręce, zachęcała do zabawy i stawała na rękach, czasem wymachiwała polską flagą. (Prawdziwy Tiesto potem już nas tak nie rozpieszczał). Ci, którzy podobnie jak ja czekali na coś naprawdę ciekawego, zapomnieli zapewne, że przed występem gwiazdy robi się zwykle wszystko, żeby nas znudzić albo wręcz zdenerwować, byśmy bardziej ucieszyli się z nastania godziny zero. Największą atrakcją podczas tego kontrowersyjnego „warm up” była niewątpliwie muzyka, ciesząca zwłaszcza tych, którzy oprócz trance lubia także klimaty house’owe. Podczas tych trzydziestu minut usłyszeliśmy między innymi produkcje „szwedzkiej mafii” czyli Sebastiana Ingrosso i Erika Prydz jako Pryda, były też nagrania Chrisa Lake’a i Tone Depth.

Wreszcie punktualnie o 23:30 pojawił się Tiesto. Razem z jego wejściem uruchomiono ogromny telebim z wizualizacjami. Trzeba przyznać, że wizualizacje należały do oryginalnych, na początek królowały półnagie ciała ludzkie, na które sypano piasek… Potem, zgodnie z tematyką, było więcej wody czy ognia, generalnie jednak obrazy zmieniały się powoli, w porównaniu do „szalejących”  wizualizacji znanych z innych eventów, tutaj mieliśmy do czynienia z wizualizacjami „w zwolnionym tempie”, co pewnie nie wszystkim przypadło do gustu, ale na pewno tworzyło specyficzny klimat. Jeśli ktoś spodziewał się, że wraz z wejściem Tiesto ruszy na dobre cała świetlna machineria, musiał być rozczarowany: ruchomych głowic na początek nie było zbyt wiele, największą atrakcją przez długi czas była zaokrąglona konsoleta z plazmami rozmieszczonymi dokoła niej. Organizatorzy, zapewne w trosce o to, byśmy nie nudzili się przez te prawie 7 godzin, postanowili wizualne atrakcje dawkować powoli, a nawet bardzo powoli. Chyba nikt nie spodziewał się, że lasery zobaczymy dopiero tuż przed godziną 2 (!), a ekran ledowy zza płachty odezwie się dopiero o 3:25! Do tego momentu imprezy niektórzy wątpili czy w ogóle go sprowadzono. Wszyscy rozumiemy, że jest sens w dawkowaniu efektów specjalnych, ale co mają powiedzieć ci, którzy nie mieli w planie wytrzymać do samego rana? Ktoś, kto opuścił Halę Ludową po 2 godzinach seta Tiesto, atrakcji wizualnych nie dostał prawie żadnych.. Czytając komentarze po imprezie można dojść do wniosku, że każdy spodziewał się tego, iż spektakl multimedialny zwali z nóg, tymczasem w większości przypadków tak się nie stało. Broniąc organizatorów trzeba jednak podkreślić, że rzeczywiście takiej ledowej ściany (choć nie do końca wykorzystanej) jeszcze u nas nie było, podobnie jak nie widzieliśmy dotąd takiego silnego kolorowego lasera.

A jak poradził sobie Tiesto? Zacznijmy od tego, że prawie 7-godzinny set podzielony był na 4 części: Ziemia, Powietrze, Woda, Ogień. Były zatem 3 przerwy, podczas których prezentowano kolejne intra. Właściwie można powiedzieć, że przerw było o jedną więcej, bo po występie Julie Thompson, w połowie pierwszej części muzyka została na chwilę ściszona i utwór Kane ruszył od samego początku. W pewnym sensie było to więc pięć setów Tiesto: ).

Większość komentujących podkreślała, że ostatnie 3 godziny były mocne, ale wcześniej też nie brakowało ostrych momentów.

Część „Ziemia” zaczęła się od dźwięków z nowej płyty „Ten secondo before sunrise", ale tylko przez chwilę, pierwszym utworem seta był właściwie Imogen Heap - Hide & Seek. Dwa lata temu zaczął od porywającego, instrumentalnego „Touchdown” Mark Norman, tym razem zdecydował się zacząć spokojnie. Tradycyjny trance z piękną melodię wyśpiewaną przez piękny kobiecy głos trwał tylko parę minut, każdy z kolejnych kilku utworów był coraz mocniejszy, Meck z legendarnym motywem „Don’t you want me” Felixa, Cosmic Gate, Nic Chagall i niesamowity house’owy, ale ciężki Mark Knight z D.Ramirezem „Colombian Soul”.  Klimat D.Ramireza został podtrzymany, gdy pojawiła się z mikrofonem Julie Thompson, która zaśpiewała dwie piosenki. Pierwsza z nich to była kompozycja „Do you feel me” z nowej płyty Tiesto (nawiązująca brzmieniem właśnie do D.Ramireza i jego remiksu „Yeah Yeah” Bodyrox), drugą „Nothing” z repertuaru Holden & Thompson.

Gdy Julie skończyła mieliśmy chwilę na oklaski, a po nich wystartowała druga część Ziemi czyli spora dawka wokali.. tylko i wyłącznie męskich. Dodajmy, że głównie były to taneczne remiksy utworów rockowych, w kolejności Kane, Snow Patrol, The Killers, Jose Gonzales, przed końcem Ziemi pojawiły się jeszcze 2 numery z płyty „Elements of Life” czyli singlowy „In the dark” (co ciekawe ani nie w wersji Carla B, ani nie w trancowej wersji Tiesto, tylko w oryginale), na koniec „Driving to heaven”.

Po intrze do „Powietrza” dalej słuchaliśmy nowego albumu Tiesto czyli „Bright Morningstar”. Druga część seta była bodaj najbardziej zróżnicowana muzycznie. Po ślicznych „Eden” Sandera czyli Purple Haze i „Impressed” Solee przyszedł czas na jeden z klasyków, jak można już chyba określić tytułowe nagranie z płyty „Just be”.  Były dwa wgniatające w ziemię remiksy Mac Zimmsa, był remix utworu Thoma Yorka z Radiohead, chwilę później powróciła Jes i zaśpiewała „Everything”. Tuż po jej występie ujawniły się 3 kolorowe lasery (zwłaszcza środkowy zapierał dech w piersiach tęczą barw), ciekawostka: lasery ruszyły na nagraniu house’owym! Dokładnie na produkcji Axwella (Lorraine – Transatlantic). W kilmatach wokołohouse’owych Tiesto pozostał jeszcze przez jakiś czas – po raz pierwszy, nie ostatni tej nocy wybrzmiało „Carpe Noctum”, a zaraz jedno z największych zaskoczeń tej nocy czyli wielki house’owy przebój „Alright” Red Carpet, oczywiście w wersji dość dalekiej od oryginału. Potem porcja trancowych hitów: „Lethal Industry” w wersji Duranda, „Dance 4 Life” i jeszcze jeden remix Richarda Duranda czyli jeden z najostrzejszych momentów tej nocy, „Smack my bitch up” The Prodigy, wspominany bardzo ciepło przez sporą część komentujących. Potem dla rozluźnienia mieliśmy kilkanaście minut z uplifting trance, był m.in. Vincent De Moor i „Simarillia” w wersji Boliera, na koniec drugiej części raz jeszcze pojawił się Durand (tym razem jego własne „Sliping away”), były też dwa zaskakujące klasyki – zaskakująco ostry i szybki Jens w remiksie Marco V i zaskakująco oldskulowy „Ayla”, chyba w wersji Kosmonova.

Dwie ostatnie części dostały najlepsze recenzje, muzyka zyskała wreszcie należytą oprawę, do kolorowych laserów dołączył potężny ekran ledowy (szkoda tylko, że biała płachta przed nim całkiem nie zniknęła). Część „Woda” zaczęła się od dwóch bardzo mocnych punktów, prawdopodobnie jednych z najlepszych kompozycji w karierze Tiesto: „Elements of Life” i „Forever Today”. Ten drugi dość ciężko się miksuje i miałem wrażenie, że sam jego autor tego wieczora miał z tym problemy. Dziwnie, jakby przesterowany poleciał „He’s a pirate”. Potem znów było pięknie i porywająco: nowa, świetna wersja „Feel free” Ivesa Deruytera, „Social Suicide” Szweda Carla B (którego Tiesto na konferencji prasowej typował obok Eddzie Halliwella na „gwiazdę przyszłości”) i znany wszystkim doskonale „Beautiful” Ferry Corstena. Ślicznych rzeczy było do końca trzeciej części jeszcze dużo: Mike Koglin w wersji Nitrous Oxide, kolejny Carl B (Optimum), „Adagio for strings” z confetti, a na koniec jeszcze dwie perełki Cosmic Gate „Consciousness” i Airbase „Medusa”.

Część „Fire” zaczęła się od ognia czyli pirotechniki. Wystrzały trwały sporą chwilę, cała Hala Ludowa oszalała tym bardziej, że tuż po intrze usłyszeliśmy ostre electro- bity, z których wyłoniło się nagranie „Carpe Noctum” – jako jedyne pojawiło się tej nocy dwa razy. Potem kolejna rzecz z szerokiego repertuaru Tiesto, ale tym razem sprzed lat czyli „Obsession”, stworzony wspólnie z Junkie XL. Tak jak przez całą noc mistrz ceremonii stopniował napięcie i zmieniał klimaty, tak w ostatniej odsłonie dał nam odpocząć przy „Truth” Davida Westa i „Break my fall” z nowego albumu, by następnie przyłożyć z „Flight 643” w wersji Duranda, z nowego Nenesa „Platinum” i „The Future” Joopa. Potem znów było przez kilkanaście minut upliftingowo i wciągająco (jeszcze raz Carl B i dwa razy Airbase).

Skończył punktualnie o szóstej, rzucił w tłum słuchawkami i poszedł. Na szczęście na chwilę. Większość czekała jeszcze na „Traffic” i „Love comes again”. Od „Traffica” zaczął 15-minutowy bis, „Love comes again” jednak zabrakło, ostatnie dwa nagrania to były klasyki: jeden jego własny”Suburbia Train” i jeden cudzy czyli „Legacy” w wersji Alphazone. Tym razem to naprawdę był koniec, w tłum poleciała kolejna para słuchawek, a gwiazda wieczoru zniknęła ze sceny na dobre. Nie było długiego dziękowania czy rzewnego pożegnania, tak jak wcześniej nie było z jego strony zachęcania do zabawy, podnoszenia rąk czy nawet uśmiechów.  Po raz drugi musieliśmy po prostu zdać sobie sprawę z faktu, że Tiesto to nie Armin czy Gielen, jest po prostu innym człowiekiem. Jak ktoś słusznie zauważył „On taki po prostu jest, komunikuje się z nami muzyką”. Czasem miało się wrażenie, że w ogóle go nie ma, znikał w poszukiwaniu płyt i zostawała nam muzyka i efekty wizualne. Ale to wystarczało. Tiesto znany jest z tego, że perfekcyjnie dobiera nagrania, w każdym z nich jest coś naprawdę ciekawego i to potwierdził we Wrocławiu. Nigdy bym nie przypuszczał, że ktokolwiek po tej nocy będzie narzekał, zważywszy, że do samego końca, do samej 6:20 Hala Ludowa prawie się trzęsła, gdzie by nie spojrzeć, na całym parkiecie, po jego bokach i wszędzie na trybunach trwała w najlepsze doskonała zabawa. Pod tym względem było to prawdziwe święto muzyki i tańca i tak tę noc zapamiętam.

Autor relacji:
Marcin Żyski

Już wkrótce na łamach ftb.pl pojawi się ekskluzywny 20 minutowy wywiad z Tiesto.

Komentarze
  • kusza315 kwietnia 2007, godz. 07:24
    imprezka ogulem rewelacyjna przynajmniej jezeli chodzi mo sam wystep tiesto, alem wszystko zjebala sytuacja z wejsciem, przegieli pale
  • selstei15 kwietnia 2007, godz. 07:29
    po pierwsze organizatorzy na zajebisty minus jesli chodzi o wejscie na koncert.nawet sie tego nie spodziewalem. po kilku godzinach stania (ocierania sie) w tlumie odechcialo mi sie koncertu!!! jesli chodzi o set tiesto to pierwsze 2 godzinki lipa.potem bylo coraz lepiej a koncowka to byl stary dobry tiesto w trance'owym klimacie ...to bylo cos!!! ogolnie jezeli ktos chcial sie pobawic to mogl.wystarcza checi.a Tiesto to jest Tietso i cenie jego muzyke.pozdro z after party przy browarkach
  • Malik8215 kwietnia 2007, godz. 07:34
    Było cudownie:))) Tiestooo god is the dj:)Dziekujemy za wspaniały wieczór FTB. No coz jak na kazdej imprezie sa plusy i minusy tu napewno sie nie popisali z glownym wejsciem ja czekalem ponad 2 godz.:((( Ale imprezka byla zaje....:) do samego konca sie bawilem:)wizualizacje miazdzace na kolana:) reszte napisze jak sie wyspie:P
  • Trancenation15 kwietnia 2007, godz. 07:40
    Witam! Ja zgodze się z poprzednikami... przed wejściem na Halę burdel na kółkach... kolejki do wejscia i slimacze tempo ochrony,która wpuszczała na teraz imprezy! Butelki latały nad głowami bo rozwścieczony tłum rzucał butelkami po piwie... ja już się dostałem na Hale ludową to pierwsze 2 h imprezy mnie zalamaly senna atmosfera i kiepskie kawalki...ale za to później było po prostu pięknie! Tiesto pokazał i udowodnił,że jest najlepszy w tym co robi! Wielkie dzięki dla niego za tak piękny Event! Pozdro! i do zobaczenia 6 października na Sensation:)
  • julius-615 kwietnia 2007, godz. 07:48
    Tiesto mnei zawiódł, koncert mnie zwiodł, oprawa raczej też. W sumie nei żałuje ze poszedlem, ale zachwycony nie jestem. Wejscie bardzo słabe, muzyka to jedno wielkie dudnienie, wszystko na jedno kopyto, z klasyków bardzo niewiele. Kontakt z publiką ? eee ten pan chyba nei wie co to jest. Powienin od Armina się uczyc. Przylecial, zagrał odleciał i tyle go było. Pozytywny akcent to utwór Elements of Life i jego oprawa... neizle wypadl tez subruban train, no i carpe noctrum jak wchodził FIRE. Adagio tez nie najgorzej.. poza tym fajnie Crosses, The Truth w remiksie Westa. a co do ludzi... ŻENADA. Wszedlem na parkiet i wokół mnie nie bylo chyba nikogo nie przecpanego. w pewnej chwili 2 typa połozylo sie na parkiecie a 3 na nich i zaaczeli cos odpierdala... wszyscy tęþy wzrog. w połowie koncertu na schodach masa przecpanych ludzi, niektorzy skakali jak poje**ni. pełna wixa. Na Arminie tego nie było, kultura spokoj, fajna muzyka, świetny kontak z ludzmi armina... Aha no i wejscie - współczuję wszystkim dziewczynom i to bardzo to co zrobiono z tymi opaskami na ręce i to ze ich zabrakło zenada totalna na + sprawna szatnia i free kibel. aha - żetony - nie mozna bylo po koncercie oddac, jak jakies zostaly - żenada, mozna spokojnie isc do rzecznika praw obywatelskich. przsez kolejkę przed halą mimo ze bylem o 21 niew zdązylem praktycznie na JES, chyba tylko na ostatni kawalek. Juliue Thompson nie dzialal mikrofon... buahaha - taka impreza i takie cos... To Virtual cos to parodia... ale ten ludek miał lepszy kontakt z publiką niz Tijs. Ten facet gra tylko dla siebie... nie patrzyl na reakcjie tłumu, podejrzewam set ktos mu przygowotal pół roku wczesniej.... odbębnił i poszedł.... dzięki niemu zaczaem sluchac tranceu, ale to co pokazal... ech.... Armin jest o niebo lepszy pod kazdym chyba względem. Czuje sie ze on jest dla ciebie a nie ty dla niego, ze nei robi ci laski ze przyjezdzza... set układa na spontan.. to jest prawdziwy, dobry DJ
  • ChrzAneK15 kwietnia 2007, godz. 07:50
    no juz w domu..napisze 2 zdania i klade sie spac... plusy: super oswietlenie fajny telebeam(w sumie nie wiem czy mozna to jeszcze tak nazwac) dobre naglosnienie ( slychac bylo poglosy z tylow hali,ale ogolnei dzwiek czysciutki) wiecej punktow wydawania zetonow niz na sensation (co najmniej takie wrazenie odnioslem) fajne wizualizacje zroznicowany set powerade!! :) tiesto oddal 2 pary sluchawek (gratulacje szczesliwcom :)) minusy: tiesto sie znowu nie usmiechal :D (joke) jakby nie patrzec to do tiesto in concert duuuuzo brakowalo. oczywiscie Polska to Polska, ale 2 live acty to niestety nie to czego sie oczekuje o evencie o niby tej samej klasie.bylo lepiej niz na normalnym evencie ale to nie ta bajka co tic. koszmarny problem z wejsciem, udusic kretyna ktory zarzadzil tak mala ilosc wejsc, dzialy sie tam dantejskie sceny, jak chociazby sciagniecie na dol wielkiej reklamy lecha i podpalenie jej (cos sie jaralo i to jedyne co moglo chyba :)), poza tym ciagle pchanie itp. godzina stania i sporo nerwow. ten sam zarzut do organizacji w srodku, jedynie w dwoch miejscach schody, nie mozna bylo czegos wykombinowac? ludzie sie pchali i tratowali,oczywiscie czesc kretynow stala na schodach i ogladala koncert blokujac innym przejscie drozsze zetony, osobny zeton na szatnie i to za 3 zl nie mozna bylo kupic wody choc byly jej cale zgrzewki, chwile przed 4ta chcialem kupic wode i slysze,ze sprzedaja tylko to co w lodowce..chomikowali zeby zostalo do konca? paranoja jakas male,wkurzajace zetony, jak ktos nie mial portfela to mogl niezle pogubic standardowy smietnik na parkiecie ale z tym to ciezko cos zrobic ceny koszulek,bluz.(pewnie ustalone przez tiesto) podalem wiecej minusow,ale to dlatego,ze zawsze zwracaja uwage. ogolnie imprezka fajna,pozytywne wrazenia, jednak problemy organizacyjne naprawde daly sie we znaki. ktos powinien przemyslec kwestie wpuszczania ludzi,ilosci ochrony itp. spac...
  • Vidmo15 kwietnia 2007, godz. 07:51
    Co z tego zekolejka była!! Bo tyle kudzi na raz siewbijało co tu sie dziwic!! Ale muzycznie i widowiskowo było pierwsza KLASA!! Łoooo Dance4Life
  • marcys44915 kwietnia 2007, godz. 07:52
    takiej rozpierduchy nie widziałem od czasu powrotu z creamfilds noromalnie zenada wejscie do hali było poprostu okupowane i kto jeszcze wymyslił zeby postawic balon przy wejsciu No i został "obalony "leszek na ziemie nie zazdroszcze ludziom którzy tam stali esense polska troszke zawalia . Pow ejsciu pozno ale lepiej niz wcale było inaczej dj tiesto i jego oprawa była boska jeszcze nie byłem nigdy na takim koncercie,lasery swiatła(byłem juz na kilku imprezach tego typu)ale ta była nieziemska a do tego najlepsza nasza polska publicznosc cos niesamowitego JA CHCE JESZCZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:):):)::):):):):):)pozdrowoenia dla wszystkich którzy tam byli a w szczegulnosci dla Grzeska ,Marleny i Grzeska
  • marcys44915 kwietnia 2007, godz. 08:00
    a własnie byłbym zapomniał te ceny koszulek to chyba z nieba wziete noromalnie masakra i to za co za zwykła koszulke 60 zł a za koszulke polo 150??????????????? noromalnie co event to drozsze???? kto wogule ustala te ceny?????????piwo jak zwykle sikacz no ale cóz jak sie chce pic to sie pije chociaz widac było ze nawet taki sikacz niektórym zaszumiał niezle w głowach zeby najebac sie takim czyms to trzeba wypic chyba pół beczki hihihihhihih :):):):):):):P.........cdn.
  • LoVeBERLIN15 kwietnia 2007, godz. 08:04
    PRZEREKLAMOWAY !! Oto moja opinia na temat imprezy w Hali Ludowej... O godz 21.30 bylem pod halą. Niestety przed wejsciem Mega Mega tłum i ponoć nie wpuszczają ludzi ?! dlaczego ?! Totalna porazka. Dojście do wejścia to ciężka walka z namierającym tłumem. Ścisk taki , ze nawet nie dało rady sięgnąc do kieszenie po telefon , a niskie dziewczyny byly zgniatane przez tłum.Czas wchodzenia od 21.30 - ok 23) do tego dochodzą okrzyki calego tłumu skierowanych ku organizatorom typ WYP****DALJ itd . aaaa no i oczywiscie dewastacja "dmuchanej bramy LECHA ;-) " ale sami sobie zasluzyli. napewno każy kto stal do wejscia , stracil tam ochote na udzial w evencie. WEJSCIE TOTALNA PORAZKA. Nastepnie szatnie. o 22 oczywiscie brak miejsca w szatni...STRASZNA AMATORKA. Wystrój Hali mnie zawiodl. Mialy byc nowosci mutlimedialne i wielkie show.... a tymczasem pare swiatel , wielki telebim i laserki. Nic specjalnego. Jak za takie pieniadze to chyba ktoś to zrobił zeby zarobic grube siano na tym , tanim kosztem. Set Tiesto.... Jak ktoś lubi Vocal Trance to super super .. ale nie kazdy to lubi... Byly dobre numery ale to tak dopiero od godz 3.30 . Nagłośnienie OK. Podsumowując ta agencja co robi te imprezy wogole nie wyciąga wniosków z poprzednich eventow. Błędy powinny byc poprawiane , a tymczasem eventy robi się bo siano ktoś na tym trzepie i ma gdzies jakość jak to sie bedzie odbywac. Za to ZAMULAJĄCE WEJSCIE koncert zdecydowanie byl słaby słąby... Kto nie był niech NIE ŻAŁUJE... Pozdro
  • Princeska8715 kwietnia 2007, godz. 08:12
    Kto ma fajne zdjecia i filmiki i moglby jakos udostepnic?:)
  • Auron15 kwietnia 2007, godz. 08:12
    Pozytywnnie :) z wejściem to totalna porażka, 0 jakies organizacji pożądnej po wejściu dawali płytki z sensation :P szatnia 3zł, żeton 3zł....no troche drogo, 6zł za piwko, picie.....ale za to mozna było ciepłe jedzonko sobie kupić, i zjadłem sobie karczek z grila, w sumie nie tak drogo...9zł o 22 live act jes...mm....jakos strasznie mi sie nie podobało,średniawka :P 23 - tiesto virtual warm up :D , jednym słowem lol :D , wirtualny tiesto na telebimie, macha,skacze na jednej rece i w ogóle :D , hah :D 23:30 - Tiesto...mmm...nagłośnienie dobre, wizualizacje ładne, Tiesto też zagrał jak na mój gust okey (-; mmm, i ta wrzawa przy 'lethal industry' czy 'in the dark'...coś pięknego =] 6 - Tiesto dziekuje,przechodzi na około sceny i ucieka...nagle krzyki ' Tiesto Tiesto Tiesto' ...wraca, staje za konsoletą, z miną zadającą pytanie 'co chcecie żebym teraz zrobił' ;] , zakłada słuchawki, włanczają sie światełka i laserki, a Tiesto zapuszcza Traffica :D, hehe, pograł jeszcze 15 min extra ;), czyli los chciał żeby jednak to było 6:45 ;)
  • julius-615 kwietnia 2007, godz. 08:16
    Powrót Tiesto masakrycznie ustawiony.... to..... na + to ze rzucil 2 pary sluchawek, ale pewnie to dlateg, ze nie chcialo mu sie rozdawac autografu...
  • Princeska8715 kwietnia 2007, godz. 08:17
    O nieee:((a ja wyszlam chwile przed 6 i nie doczekalam mojego ukochanego traffic, buuuuuuuuu
  • marcys44915 kwietnia 2007, godz. 08:40
    princeska ja mam nagrane trafic na aparacie i jak chcesz to moge ci przesłac to moje gg 3411432 jak jtos bedzie chciał to moge spróbowac przesłac je bo niewiem jak zabardzo je wystawic na necie?
Zarejestruj się i zaloguj, aby dodać komentarz...
Komentarze (2452)