Wydany w 2006 roku „Earth Mover” tchnął nowe życie w projekt Cosmic Gate, dowodząc jednocześnie, jak sprytnie i skutecznie muzycy potrafią czerpać z popularnych w danej chwili motywów. Od tej pory jednak wiele się zmieniło. 18 UserComments

Cosmic Gate o swoim nowym 'dziecku'

Artykuł dodano: 24 listopada 2011, godz. 12:40
Odsłony: 6437x

Wydany w 2006 roku „Earth Mover” tchnął nowe życie w projekt Cosmic Gate, dowodząc jednocześnie, jak sprytnie i skutecznie muzycy potrafią czerpać z popularnych w danej chwili motywów. Od tej pory jednak wiele się zmieniło. Wydaje się, że dziś to przede wszystkim inni biorą z nich przykład. Na początku tego roku ukazał się ich remix-album, „Back 2 The Future”, a przed miesiącem trzeci w pełni autorski krążek dla Black Hole.

Od nagrania “Earth Mover” każdy wasz kolejny album to prawdziwe przedsięwzięcie, w które zaangażowane jest wielu producentów i wokalistów. Czy właśnie w ten sposób wyobrażacie sobie produkcję albumu na miarę obecnych czasów?
Uważamy, że praca nad albumem daje didżejowi/producentowi okazję do tego, by pokazał szerszą gamę stylów niż ten, który ma zagwarantować mu sukces na klubowych parkietach. Możliwość poznania wielu utalentowanych muzyków jest dokładnie tym, co cenimy najbardziej i co pozwala nam jeszcze bardziej rozszerzyć spektrum muzyczne płyty. Wszystko się więc zgadza – taki powinien być dziś album – zróżnicowany, prowadzący pewien wątek i do tego dobrze brzmiący w domu, jak i poza nim.

W dodatku nie sprawiacie wrażenia, aby konieczność poniesienia większych nakładów czasowych i finansowych w tym przypadku wpływała na was demotywująco.
Taki album na pewno kosztuje wiele czasu i pracy, ale to jednak nigdy nie powinno być kryterium, które decyduje o twoich wyborach artystycznych. Liczy się bowiem rezultat, wrażenie, jakie płyta wywrze na odbiorcy. Jeśli potrzeba tego więcej czasu, jesteśmy zdecydowani się poświęcić.

Jak dzielicie obowiązki, jeśli chodzi o pisanie tekstów? Czy co do zasady pozostawiacie pełną swobodę wokaliście, czy też próbujecie przemycić własny przekaz?
Chcielibyśmy, ale jesteśmy odpowiedzialni „tylko” za muzykę. My przygotowujemy część instrumentalną, natomiast pisanie tekstów pozostawiamy innym. Na końcu decydujemy o tym, który głos dobrze zgrywa się z naszą muzyką. Jak zatem widać, cały proces twórczy to nasza własna praca, poza pisaniem tekstu i śpiewaniem, i tak jest chyba lepiej (śmiech).

Który wspólny projekt z „Wake Your Mind” był dla was największym wyzwaniem?
Właściwie każdy z nich przebiegał całkiem płynnie. Współpracowaliśmy tylko z osobami, które już znaliśmy wcześniej, więc moglibyśmy być pewni, że nie spotka nas żadne rozczarowanie. Jedyne problemy dotyczyły gospodarowania czasem, ponieważ muzycy, z którymi pracowaliśmy, mieli także własne zobowiązania. Ostatecznie udało się jednak wszystko zgrać, choć zajęło to trochę więcej czasu, niż zakładaliśmy.

Czy tytuł płyty miał być jednocześnie apelem do słuchaczy – że poprzez swoją muzykę zamierzacie zachęcić ich do wyjścia poza sztuczne szyldy gatunków muzycznych, które stopniowo stają się przecież bezwartościowe?
Wiele osób pisało do nas, że nie przepadają za bardzo za trance’em – czy muzyką elektroniczną w ogóle – ale mimo to naprawdę spodobał im się nasz album. O to właśnie nam chodzi. Nasza płyta oczywiście na pierwszy rzut oka wydaje się wciąż mocna zakorzeniona w tych nurtach, jednak trafia przy tym w gust słuchaczy niezainteresowanych muzyką klubową. Uważamy, że słuchanie różnych gatunków muzycznych przynosi więcej ciekawych doświadczeń i stąd zresztą czerpiemy inspiracje. Mamy nadzieję, że udaje ma się to odzwierciedlić w naszych nagraniach.

Na początku tego roku poprosiliście różnych didżejów i producentów o to, aby spróbowali zretuszować wasze dawne kawałki. Efektem tych prac było „Back 2 The Future”. Tym razem sami wcieliliście się w tę rolę, nagrywając świeżą wersję „The Theme” Jurgena Vries. Jak się potem okazało, był to świetny krok w kierunku promocji albumu.
Wykorzystaliśmy oryginalną wersję tego utworu podczas nagrywania miksu na potrzeby „A State of Trance 400” Armina van Buurena. Pomyśleliśmy, że skoro ten kawałek podoba nam się tak bardzo mimo upływu lat, warto będzie przygotować bootleg, który będziemy mogli grać w trakcie naszych występów. Po jakimś czasie zrobiło się wokół niego sporo szumu, znajomi zaczęli prosić nas o tę wersję, więc postanowiliśmy wydać ją oficjalnie. Przesłaliśmy remix Darrenowi Tate’owi, który występował pod pseudonimem Jurgen Vries. Spodobał mu się i wyraził zgodę na publikację (jeszcze raz dzięki!). Rzeczywiście to chyba wymarzony start dla „Wake Your Mind”.

„Back 2 The Future” odniosło spory sukces, przez długi czas okupując listy Beatportu. Czy myśleliście już nad powrotem do podobnego projektu w przyszłości (sic)?
Dobre pytanie. Na „Back 2 The Future” wykorzystaliśmy tylko nagrania z pierwszych czterech lat naszej kariery, więc zostało jeszcze mnóstwo utworów, które czekają na interpretację. To jednak na pewno nie plan na krótki okres, może coś w stylu „15 lat Cosmic Gate”?! (śmiech)

Byliście jednymi z pierwszych wykonawców trancowych, którzy przewidzieli transformację gatunku w kierunku estetyki muzyki house. Czy waszym zdaniem ta tendencja będzie się utrzymywać, czy może trance w końcu będzie musiał odkryć się na nowo i wrócić do stylizacji bliskiej „Exploration of Space”?
Muzyka nieustannie się rozwija i to, co lubimy w obecnych czasach, to przenikanie się różnych stylów EDM. To dlatego trance brzmi dziś inaczej, lecz z drugiej strony wciąż istnieje dość oldschoolowa scena uplifting. Dzięki temu pojęcie tego gatunku staje się szersze, co w naszej opinii jest pozytywnym zjawiskiem.

Cary Brothers, który został przedstawiony fanom muzyki klubowej na jednej z części „In Search of Sunrise” Tiesto, występuje w tytułowym „Wake Your Mind”. Jego muzyka jest jednak głównie postrzegana jako pop rock lub alt rock, więc jak udało wam się znaleźć wspólną drogę? Czego, poza elektroniką, słuchacie w wolnym czasie?
Lubimy The Killers, albo Kings of Leon, mnóstwo klasycznych nagrań z lat 80., uczuciowych, jak twórczość Sade, bądź nagrania nowofalowe Depeche Mode i The Cure. Czasem słuchamy nawet muzyki poważnej, wszystko zależy od nastroju, w jakim się znajdujemy. Niekiedy po prostu wolimy od niej odpocząć, zwłaszcza po 12 godzinach spędzonych w studiu nagraniowym (śmiech).
Współpraca z Carym Brothersem była dla nas na pewno bardzo inspirująca. Od razu polubiliśmy jego teksty i sądzimy, że utwór, jaki z nim nagraliśmy, jest z tego gatunku, który godzi słuchaczy muzyki klubowej, pop, a nawet rocka. To kawałek do tańca, ale przynosi radość także z samego słuchania, co zresztą podoba nam się w „Wake Your Mind”. To dla nas krok w nowym kierunku, ale jednocześnie z uszanowaniem naszych korzeni.

Komentarze
  • Jerycho198824 listopada 2011, godz. 13:03
    No niestety te ich nowe dziecko to trochę takie jakby z pękniętej probówki :P Strasznie bezbarwny i nudny album ;) Panowie jeszcze nawet 3 lata temu potrafili, że tak powiem nieźle kosić obecnie flaki z olejem moim zdaniem ;)
  • pitej24 listopada 2011, godz. 13:30
    dziecko takie sobie im wyszło chyba na szybko robione ;d ale co do 'Be Your Sound' Genialne jak dla mnie ;)
  • marcoss8124 listopada 2011, godz. 14:04
    Jest kilka kawałków godnych uwagi, ale ogólnie album zbyt lajtowy i na jedno kopyto praktycznie. Ani jednego kawałka na miarę choćby F.A.V. Jedynym utworem naprawdę godnym zapamiętania jest "Nothing Ever Lasts" z Andrew Bayerem, a "Wake Your Mind" to chyba najlepszy kawałek z Cary Brothers, jaki słyszałem.
  • DJ NoReK24 listopada 2011, godz. 14:28
    be your sound i tyle w temacie :o :o :o :o
  • Janeqq24 listopada 2011, godz. 14:37
    Be your sound w remiksie Orjana Nilsena poprostu miazdzy:D
  • CK198624 listopada 2011, godz. 15:18
    Takie arminowskie popluczyny zeby nie bylo na codzień słucham deep housu i wolniejszej muzy.
  • chudy5d24 listopada 2011, godz. 15:48
    Nuuudy i zamuła... do niczego. Jedynie kawałek z A. Bayerem jest wart uwagi.
  • norbi_iou24 listopada 2011, godz. 16:14
    Jak to mówią, Polakowi nigdy nie dogodzi :) Moim zdaniem płyta w innym stylu niż starzy kosmici, no ale jak sami mówią w wywiadzie: Muzyka trance się rozwija i ewoluuje i z stąd widzimy eksperymenty. Chociaż błędem jest powiedzieć, że nie stać ich na więcej :D
  • mefistek24 listopada 2011, godz. 16:31
    Po wielu przesłuchaniach albumu można się do nich przekonać, jednak najlepsze czasy mieli do Sign of The Times ;)
  • Luc Deep24 listopada 2011, godz. 16:38
    album beznadziejnie nużący, prawdziwe katusze dla moich uszu......chuj z taką muzyką!!!!!
  • conradg199024 listopada 2011, godz. 17:36
    over the rainbow ;) ladna kompozycja Sign of The Times jest tez pomieszaniem gatunkow malo tego te same brzmienia slyszymy :)
  • Mario24 listopada 2011, godz. 18:37
    Kawałek z JES i Arnejem najlepsze ..ogólnie przeciętny album ;)
  • chudy5d24 listopada 2011, godz. 20:17
    norbi_iou: nie filozofuj, wypowiedzi o Polakach zostaw dla siebie, bo aż się nie chcę czytać. Jakie eksperymenty? Zamuła i tysiące tych samych utworów to nie eksperymenty. Gdzie ten trance ewoluuje? Do popowych popierdółek bez energii, totalnych zamulaczy? To nie jest trance. Nie pierdziel tu o eksperymentach, bo to są zwykłe zamulające popierdółki, eksperyment by był, gdyby wszystkie te utwory nie brzmiały jak setki innych okropnie nudnych i wolnych produkcji, które ktoś nie wiadomo dlaczego kojarzy z trancem... wkurw..jące jest to gadanie "łe, polakowi nie dogodzisz, eksperymenty, inaczej brzmi", bo to irytujące i bezsensowne.
  • toudi2624 listopada 2011, godz. 20:47
    Dziecko????....chyba jakiś podrzutek;)
  • Radi24 listopada 2011, godz. 22:26
    Earth Mover to była naprawdę rewelacyjna płyta. O nowej nawet niewspomne.
Zarejestruj się i zaloguj, aby dodać komentarz...
Komentarze (18)
Popularne newsy
0koment.Ultra Europe 2020 Ultra Europe 2020 'przeniesione na lipiec 2021' 22 maja, godz. 15:01