Muzyka jest coraz 'głośniejsza'

AutorIgor Warzocha

MiastoPuszczykowo

28 stycznia 2010, godz. 11:27 / Komentarze (30)

Kompresja, kompresor, limiter... Wielu z Was słyszało te nazwy, jednak nie ma zielonego pojęcia dlaczego i po co w ogóle się ich używa. Wbrew pozorom tematyka "loudness wars" nie należy do spraw najnowszych i wcale nie powstała razem z digitalizacją rynku muzycznego...

Chcąc zgłębić historię wyścigu o głośność, należy cofnąć się do czasów szaf grających. Już wtedy nagrania zarejestrowane z większym poziomem głośności, uznawane były za lepiej brzmiące i częściej wybierane przez ówczesnych "klubowiczów". Po jakimś czasie preferowania takich utworów, wydawcy winyli zauważyli pewną modę wśród właścicieli lokali, a podgłaśnianie nagrań stało się normą.

Wikipedia posługuje się prostym przykładem "Something" Beatlesów. Pierwszy raz zgrany na CD w 83 roku, utwór przeszedł jeszcze trzy etapy ulepszania brzmienia. Już animowany gif wystarczy, by wyobrazić sobie jak wzrastał poziom głośności utworu. Wrażliwe ucho wychwyci, że podczas gdy po odsłuchu pozostaje wrażenie o bardziej wyraźnym nagraniu, to tak naprawdę wszystkie instrumenty zlewają się ze sobą i nie jesteśmy w stanie wsłuchać się w określoną partię utworu. W rezultacie, nasz słuch znacznie bardziej zmęczy katowanie się nagraniami o małej dynamice, gdzie różnice między najgłośniejszych a najcichszym dźwiękiem będą minimalne. Właśnie na tym polega nasza ukochana kompresja...

Nie zagłębiając się w technologiczny bełkot (oj tak, w porównaniu do tego, co moglibyście tu przeczytać, jest dobrze!) - czcimy np. Schossowa za mistrzostwo w używaniu kompresji (niekoniecznie "sidechain"). Jego kawałki brzmią świetnie, głośno i co najważniejsze "dobrze", bo tak działa ludzkie ucho. Biorąc pod uwagę tanie nagłośnienie hi-fi, przy zwiększaniu poziomu głośności, zwiększamy ilość szczegółów nagrania, które jesteśmy w stanie wyłapać. Tylko, że nasze zmysły tracą wtedy zdolność do postrzegania różnic w głośnościach i selektywność, a ciągłe wychylenie błony bębenkowej spowodowane cały czas pompowanymi w nas głośnymi dźwiękami, może prowadzić do jej pęknięcia i uszkodzenia kostek w uchu środkowym. Użyłbym przykładu Frankie Wilde, ale szkoda czasu na dyskusję na temat tego, czy faktycznie istniał.

Pomyślcie o uchu, jak o głośniku grającym falę kwadratową, tudzież cokolwiek o podkręconej do maksimum głośności. Membrana w nim będzie cały czas wychylona, co prędzej czy później spowoduje jego awarię. Nietrudno się domyślić, że reprodukcja tak przygotowanego utworu na tanim radyjku będzie problematyczna - sporo dźwięków może zwyczajnie zniknąć. Dlatego też nierzadko utwory o większej dynamice brzmią w radiu zdecydowanie lepiej od zarżniętych efektami "arcydzieł" techników-magików. Całe szczęście, technologia doszła już do momentu, gdy przesterowany i zniekształcony cyfrowo dźwięk nie istnieje, bo masteringowca który stworzyłby takie dzieło, wywalonoby na zbitą twarz. Na ilustracji obok widzicie, co dokładnie dzieje się z przesterowaną falą dźwiękową - domyślcie się, jak powinna wyglądać naturalnie, i ile tracimy na kombinowaniu przy oryginalnym dźwięku i pompowaniu na siłę jego głośności. Większy problem stanowi błędne koło, zamknięte wokół nas, klubowiczów, bombardowanych wielkimi "massive" mega-hitamii w rezultacie preferujących nagrania przekompresowane, o większym poziomie głośności. A już uszkodzone -nawet w minimalnym stopniu -ucho znacznie gorzej radzi sobie z taką muzyką.

W muzyce klubowej, całe szczęście, istnieją jeszcze takie dinozaury jak Monolake, którego niedawno wydana płyta nie zawiera ani jednego kompresora i sztucznego podbijacza głosności. Posluchajcie sami czy brzmi gorzej? Poza skrajnością tego przypadku, fakt, że można obyć się bez nich jest regułą. Bas zabija, a nowoczesna muzyka ogłusza. Cywilizacja słyszących inaczej?...

Kopiowanie powyższego tekstu w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Wasze komentarze

  • rinkweis28 stycznia 2010, godz. 10:23
    Hmm...Ciekawy artykuł,Nie wiedziałem,ze np w latach 80 muzyka była cisza,a w dzisiejszych jest dwa razy głośniejsza.
  • zopniak28 stycznia 2010, godz. 10:35
    niestety za kilka kilkanascie lat bedziemy przyglusi, na imprezach glosno, a jak nie ma imrezy to sluchawki. A frankie wild nie istnial, to wytwor wyobrazni pete`a tonga ;)
  • Reklama28 stycznia 2010, godz. 10:35
  • At_Love28 stycznia 2010, godz. 10:45
    Temat głośności poruszany był już niejednokrotnie! Ale artykuł ciekawy
  • Igor Warzocha28 stycznia 2010, godz. 10:58
    Wczytaj się dokładniej, wcale nie do końca chodzi tu o głośność, tylko ogólny jej poziom i wrażenia odsłuchowe :) muzykę tworzoną odskulowo, bez kompresora możemy rozkręcić znacznie głośniej niż najnowszy hicior, w którym przysłowiowe "pierdalniecie musi byc' ;]
  • DARKO_LEVY28 stycznia 2010, godz. 14:59
    Glosna muza szkodzi.!! wiem po sobie
  • bezimienna28 stycznia 2010, godz. 15:12
    no ale przyznajmy ze sluchanie glosno muzyki sprawia wieksza frajde i basik dobrze czuc ;D a nie po cichu zadnych efektow ;P a tak wogole to ciekawy artykuł....;)
  • lisek33728 stycznia 2010, godz. 15:12
    Naprawdę ciekawy artykuł.
  • Xitro28 stycznia 2010, godz. 15:50
    overcompressing mial duze znaczenie w radiu, poniewaz dzieki temu nagranie wydaje sie poprostu lepsze. Niestety ludzie nie zdaja sobie sprawy ze na porzadnym soundsystemie tak skompresowane nagranie bedzie brzmialo coraz gorzej wraz ze zwiekszaniem glosnosci. No ale laczac to z dj'ami nie potrafiacymi grac inaczej niz na przesterze uzyskujemy czysta kakofonie.
  • A@@D28 stycznia 2010, godz. 15:55
    niestety realia są takie że będziemy głuchym pokoleniem .. bardzo dobry artykuł :)
  • J.V.Ventas28 stycznia 2010, godz. 17:51
    ciekawy artykul/ fakt ze jak wychodzi sie z imprezy to słyszy sie dzwonienie w uszach... :P
  • piskor28 stycznia 2010, godz. 18:04
    :) juz teraz miewam problemy ze sluchem np, jak ktos cos ciszej powie to dziesięć razy mowie 'yy mozesz powtorzyc'... co będzie za parę lat to nie chcę wiedzieć ;)
  • SEBEK S.T.28 stycznia 2010, godz. 19:08
    I tu się nasuwa... ,,Najlepsza muzyką jest cisza" :P Wciągajacy artykuł.
  • Mountainer28 stycznia 2010, godz. 20:10
    Ciekawy artykul ;]
  • Dj.Monter28 stycznia 2010, godz. 20:11
    J.V.Ventas napisał: "fakt ze jak wychodzi sie z imprezy to słyszy sie dzwonienie w uszach... " to oznacza, że już masz uszkodzony słuch
  • Igor Warzocha28 stycznia 2010, godz. 20:23
    Z tego co wiem to dzwonienie w uszach jest naturalną reakcją obronną na duże głośności... problem pojawia się dopiero gdy piszczenia po hałasie nie ma..
Zarejestruj się i zaloguj, aby dodać komentarz...
Komentarze (30)

Imprezy promowane

Qubo with Björn Borg

Qubo with Björn Borg

6 czerwcaHala Orbita Wrocław
Premium Festival

Premium Festival

6 czerwcaSpodek Katowice
Planeta Born To Party

Planeta Born To Party

6 czerwcaMiędzynarodowe Targi Poznańskie Poznań
Paul van Dyk - Evolution World Tour 2012

Paul van Dyk - Evolution World Tour 2012

15 czerwcaKajot Arena Brno
EXIT Festival

EXIT Festival

12 lipcaNovi Sad - Serbia
Ultra Music Festival

Ultra Music Festival

13 lipcaTor Służewiec Warszawa
Sunrise Festival 2012

Sunrise Festival 2012

20 lipcaAmfiteatr Kołobrzeg
Nature One

Nature One

4 sierpniaRaketenbasis Pydna
Electrocity 7

Electrocity 7

14 sierpniaKlasztor Cystersów Lubiąż
Tauron Nowa Muzyka 2012

Tauron Nowa Muzyka 2012

25 sierpniaDolina Trzech Stawów Katowice
The Prodigy & Skrillex

The Prodigy & Skrillex

15 wrześniaKalemegdan Fortress Belgrad
Trance Fusion

Trance Fusion

29 wrześniaPałac Przemysłowy Praga, Czechy
Transmission 2012

Transmission 2012

17 listopadaO2 Arena Praga
Apokalypsa

Apokalypsa

30 listopadaExibition Centre Brno

Imprezy

DzisiajJutroŚroda, 30 majaCzwartek, 31 majaPiątek, 1 czerwcaSobota, 2 czerwcaŚroda, 6 czerwcaPiątek, 8 czerwca
rejestracja

...a jeśli masz już konto Zaloguj się »

Ranking ftb.pl

Cały ranking
Cały ranking
Cały ranking

Wygrywaj bilety!