Wielu fanów PVD mocno się bała tego krążka, zwłaszcza po odsłoniętych wcześniej kawałkach „Rock This” i niedawano „Verano”. Już jednak pierwszy utwór w zestawie „Symmetries” nasuwa myśl – trzeba było 29 UserComments

Płyta tygodnia: Paul van Dyk!

Artykuł dodano: 4 kwietnia 2012, godz. 10:24
Odsłony: 4911x
Wielu fanów PVD mocno się bała tego krążka, zwłaszcza po odsłoniętych wcześniej kawałkach „Rock This” i niedawano „Verano”. Już jednak pierwszy utwór w zestawie „Symmetries” nasuwa myśl – trzeba było Paulowi zaufać, on przecież nie może sobie pozwolić na muzyczny zwrot o 180 stopni.

Nie sądzimy, żeby chciał. Choć rzecz jasna trudno też wymagać od człowieka śledzącego nowoczesne trendy i będącego od lat megagwiazdą, że nie będzie się nieco inspirował tym, co się właśnie na świecie dzieje. Zanim pojawią się w „Symmetries” modne dziś klawiszowe brzmienia, dostajemy delikatny, progressive beat z równie delikatnym motywem fortepianowym. Następny w zestawie „The Ocean” już odpierwszych taktów sugeruje, że nadal będziemy w niespiesznych rytmach i nienachalnych, progresywnych klimatach. Znów z jednej strony leciutkie pianino i równie subtelny wokal, z drugiej coś nowoczesnego – electryczny motyw, ciekawie się jednak rozwijający i wplatający w całość. Aż chciałoby się napisać, że PVD pokazuje młodzieży, jak korzystać z dzisiejszych brzmień, nie popadając w tandetę.



„Eternity” z Adamem Youngiem jest może ciut zbyt lajtowe czy popowe, ale znów – lekkie i nienachalne. Jakby wbrew trendom, gdzie musi być mocno i bez duszy. Po „Verano” znów wracamy do progresywnych beatów i fortepianu. Oraz do van dykowych melodii syntezatorowych, jak widać nie zatracił Paul zdolności do ich wymyślania. W momencie słuchania sympatycznie połamanego „The Sun After Heartbreak” nie po raz pierwszy myślimy o delikatności, klimatyczności, subtelności – w tym momencie moglibyśmy powiedzieć więc, że „Evolution” to album wręcz chill outowy.

Tę tezę ma nam zaburzyć electro-housowe „Rock This”, następnie mamy „Dae Yor”, który wydaje się starym, zagubionym trackiem PVD sprzed 15 lat. Potem znów wracamy do melancholii, bardziej dynamicznie i unosząco jest w „Lost In Berlin” ze świetnym, porywającym breakdownem. „Everywhere” trochę nudzi, podobnie jak dwa ostatnie, chyba już niepotrzebne tracki, ale z kolei w „A Wonderful Day” mamy znów wzruszający wręcz powrót do starych czasów Paula. Na tym utworze „Evolution” mogłoby się skończyć i byłoby jeszcze lepiej.



Sądzę, że (prawie) każdy fan PVD będzie zadowolony z tej płyty – warto zwrócić uwagę, że nawet kiedy korzysta z modnych dzisiaj motywów, nie opiera na nich całych głównych partii utworów, przechodzi z nich w kolejne elementy utworu, nie zatracając melodii i duszy w swoich kompozycjach.

ODSŁUCH całego albumu

Polska premiera albumu zawierająca bonusowy krążek DVD już 10.04.2012!

Paul Van Dyk - Symmetries [Evolution]



Płytę można już zamawiać w naszym sklepie internetowym: ZAMÓW PŁYTĘ!
Komentarze
  • marcoss814 kwietnia 2012, godz. 11:16
    1) Lost In Berlin 2) The Ocean 3) Dae Yor 4) Everywhere 5) Heart Stops Beating - to kawałki, które mi się szczególnie podobają i w takiej kolejności. Album nie jest słaby, ale chwilami nudny. Ma się wrażenie, jakby Paul na siłę, zupełnie na szybko nadrabiał stracony czas, słychać to np w We Come Together (a propos straconego czasu co z remiksem Arty'ego?), gdzie zapożyczył dźwięki z Andrew Bennett – Run Till U Shine (Cosmic Gate Remix). Mam nadzieję na jakieś dłuższe wymienionych (naj)wyżej 5 utworów :)
  • kreska844 kwietnia 2012, godz. 11:41
    nie jest zle. Paul zrobi jeszcze do kazdego kawalka z 5 remixow i bedzie jazda:)
  • Wojtazz4 kwietnia 2012, godz. 11:46
    Gosc, ktory gral dobre sety niegdys i produkowal jakosciowa muzyke,teraz wysmazyl badziew. Tego ,,arcydziela'' nawet nie da sie sluchac. Ktos napisal,ze on dojrzal i jest to najlepszy jego album to kpina. Zero jakosci w tym,wstyd i hanba
  • 'Kuba'4 kwietnia 2012, godz. 13:05
    Skopiuję moją wypowiedź z innego tematu:
    "Ok, przesłuchałem (z trudem, ale jednak). PvD idzie utartą ścieżką w bardzo, bardzo złym kierunku muzycznym, nic nowego, odkrywczego (co zawsze cechowały jego płyty) nie stwierdziłem. Słychać wałkowane od jakiegoś czasu w taniej elektronice motywy, a nie jakieś "ewolucyjne dźwięki". Dla mnie to nie jest ewolucja, a bardziej producencka obstrukcja i wydawanie byle czegoś na siłę. "In Between" już odbiegało trochę poziomem od "Reflections" czy "Out There And Back", ale było tam parę tracków, które ratowało ogólny poziom płyty (i z perspektywy czasu uznaję ją za dobrą płytę). A tutaj - nie ma nic co by mi utkwiło w głowie na dłużej. Został tylko niesmak i trochę żal, szczególnie że ostatnio wałkowałem jego set z Białej Sensacji z 2004r., a te czasy już nie wrócą ;). Przy obecnych trendach muzycznych płyta ma dużą szansę na sukces, ale konserwatywni fani raczej pozostaną rozczarowani. Słuchanie tej płyty przypomniało mi trochę moment, kiedy zapoznawałem się z "Kaleidoscope" Tiesto. Od tamtej pory młócę tylko jego twórczość do 2007, a po kościach czuję, że z PvD będzie podobnie."
  • Jerycho19884 kwietnia 2012, godz. 13:13
    Według mnie to najgorszy album w jego bogatym dorobku ;) I nie kupuję tekstów w stylu trzeba posłuchać kilka razy by się przekonać bo co zrobić gdy już 1. raz ostro zniechęca do kolejnych odsłuchów...
    Jednak wg. mnie zła jakość (według mojego gustu oczywiście) nie wynika z jakiegoś beztalencia van Dyk'a (bo tworzyć to on umie o czym świadczy chociażby Dae Yor) tylko z pośpiechu... Tak sobie myślę, iż ta przeciągana premiera chociażby czy lekko szwedzki wydźwięk niektórych utworów to wynik tego, iż Paul nie do końca przemyślał sprawę i wydał album z powodu "bo wszyscy wydają". Pośpiech można rzec zabił jego charakter... Zresztą to tylko moje dywagacje na ten temat...
    Jedno jest pewne van Dyk potencjał ma, co prawda potencjał moim zdaniem w sumie niewykorzystany przy "Evolution" tak więc ten album ja osobiście traktuję jako jego lekkie potknięcie i dopiero przy kolejnym albumie okaże się czy to było rzeczywiście jednorazowe potknięcie czy tzw. ewolucja ;)
  • Wojtas20084 kwietnia 2012, godz. 14:29
    Do posłuchania fajny, nawet przyjemny, ale, żeby go wałkować miesiącami z dziką pasją to raczej nie. Na wiosenne sobotnie przedpołudnie spoko, ale bez cudów.
  • Luc Deep4 kwietnia 2012, godz. 15:10
    już w kilk tematach wypowiadałem sie na temat Evolution----krótko: rozczarowanie....
  • syndyk4 kwietnia 2012, godz. 15:43
    słabo..
  • Axel.4 kwietnia 2012, godz. 16:30
    Moim zdaniem znalazł sposób aby zdobyć nowych fanów, poszedł za modą i tyle.Gdyby nie on nie było by dziś tych wszystkich Activii, Tyasow i Askewów. Wymyślił swojego czasu ten typowy UK Trance męczony dziś przez w/w wymienionych i za to szacunek dla niego. Ale
  • CK19864 kwietnia 2012, godz. 17:09
    Wyłaczylem po 5 minutach.

    PVD wielkim artysta BYŁ!

    Nie, nie jestem hejterem ani zwolennnikiem starego PVD choc go uwielbialem, ale lubie muzyke na poziomie a nie plumkanie bez pomyslu. Czesc utworow jest na siłe robiona, spora czesc pod publiczke. LIPA

  • r4444n4 kwietnia 2012, godz. 19:09
    Zgadzam się z częścią przedmówców - to jest najgorsza płyta paula van dyka. Tu nawet nie chodzi o pójście trendem wyklepanych synthów i rifów, które 10 lat temu już przejadły, czy tego "zabójczego" tempa ok 130- bpm, ale jedna rzecz najbardziej mnie boli... ****a... ta muzyka jest płaska, tam nic w tle się nie dzieje!

    Normalnie mi szczęka opadła, bo byłem przyzwyczajony, ze jego wcześniesze albumy, az kipiały dzwiękiem. Do płyt mozna było wracać po kilkanaście razy, zawsze odkrywając coś nowego w tle: a tu sie okazywało jakies fajne ledwo sluszalne acidowe brzmiemie rozciągniete gdzies po panoramie utowru, a to raz fajnie zagrane clapsy. w fajny pogłosem. A kur...a zero! Normalnie nic.

    Cóż zycie... Wchodzi na parkiet nowe pokolenie, trzeba "EVOLITION"-nizować się by sprostać nowym słuchaczom i wymaganiom rynku. Trzeba Paulowi - podziękować za ostatnie 18-lat, gdzie odwalił kawał dobrej roboty - tyle lat na scenie muzyki tanecznej to nie mało czasu.
  • Camill4 kwietnia 2012, godz. 19:14
    Slaby, przewidywalny, pod aktualne trendy.
    Własnie nie dawno odkryłem twórczość "Sequential one" (ATB), wolę posłuchać starego dobrego euro-dance'u niż tracić czas na coś czym wszyscy już "wymiotują".

    Sequential One Inspiration Vibes
  • kreska845 kwietnia 2012, godz. 06:42
    a czy ktos z was mial ten album w reku!!! albumu jeszcze nie ma, a juz tyle opinii hehe. i gdzie sa tu ,,szwedzkie,, dzwieki???
  • zthrx5 kwietnia 2012, godz. 11:14
    Już nie ma co płakać, jest masa genialnych producentów, trzeba tylko poszukać w gąszczu promowanego komercyjnego sietu
  • vanseba5 kwietnia 2012, godz. 14:44
    W podobnym tonie komentowane były inne twórczości PvD i jakoś teraz są wspominane jako dobre na tle tego :)
Zarejestruj się i zaloguj, aby dodać komentarz...
Komentarze (29)