Steve Bug: 'Wolne kawałki nigdy nie były tak popularne jak teraz'

AutorIgor Warzocha

MiastoPuszczykowo

9 września 2010, godz. 10:27 / Komentarze (7)

Steve Bug to człowiek, który w niemieckiej scenie undergroundowej przebywa niemalże od samego jej początku. Prawie dwudziestoletni staż jako artysta i ponad dwie dekady imprezowania uczyniły z niego prawdziwą wyrocznię dla każdego klubowicza. Swoją historią podzielił się niedawno z portalem Resident Advisor - przetłumaczyliśmy dla Was fragmenty tego wywiadu. Jak to zwykle z wyroczniami bywa, prawi mądrze, a jego słowa bezbłędnie trafiają do każdego z nas... O radości z grania i farbowaniu włosów, Stefan Brügesch.

Opowiedz mi o dorastaniu w Bremie. Czy była tam jakakolwiek scena muzyczna?

Gdy zaczynałem imprezować, kluby grały wszystko. Komercyjną muzykę, ale być może wtedy nie znaliśmy lepszej. Potem przeszliśmy do miejscówek bardziej funkowych i z czarną muzyką. Ale dla mnie wielkim klubem był Hamburski Front, gdzie grywali kiedyś Klaus Stockhausen i później Boris Dlugosch. Po pierwszej nocy spędzonej tam, zacząłem grywać w domu, nagrywać kasety i inne rzeczy.

Klaus wydaje się być wzorem dla wielu niemieckich DJ-ów. Co było w jego graniu taką inspiracją?

Szczerze, nawet nie pamiętam tego w jaki sposób grał. Dla mnie chodziło tam bardzej o muzykę i fakt, że ta muzyka się nie zatrzymywała. Na wszystkich innych imprezach, na których bywałem wcześniej, puszczano jeden utwór. A potem się zatrzymywał. A potem kolejny kawałek. Może były jedno-utoworowe miksy, ale później na pewno przerywano, z powodu zmian tempa.

To też bardzo wyjątkowy klub. Front był, powiedziałbym, w dziewięćdziesięciu pięciu procentach gejowski. Byłem prawdopodobnie jednym z niewielu kolesi hetero poza Martinem Landsky, który również chodził wtedy do niego. Nie spotkaliśmy się jednak wtedy. Wielkim doświadczeniem był sposób, w który robili muzykę i światła – kompletnie inny od wszystkiego, co znałem wcześniej. Jakbyście bywali tylko w bardziej komercyjnych klubach, a potem nagle weszli do Berghain.

Była selekcja, prawda? Jak wchodziłeś do środka?

Nie wiem. Wydawali się mnie lubić. Tak naprawdę zawsze nosiliśmy szalone ubrania, więc po chwili zaczęli nas kojarzyć. Czasem przyjeżdżaliśmy z przypadkowymi ludźmi z Bremy i nie wchodzili, bo wyglądali zbyt normalnie. Byłem dość samolubny. Zostawiałem ich na zewnątrz. Musiałem wejść. Nie zrobił już tak teraz, ale wtedy byłem tak zakochany w muzyce, że naprawdę musiałem tam być.

Powiedziałeś że poszedłeś do domu i zacząłeś nagrywać dla siebie po pierwszym razie w Front. Ile czasu minęło zanim zagrałeś dla publiki?

Trzy albo cztery lata, ale zacząłem kupować płyty jeszcze zanim poszedłem do Front. Ludzie powiedzieli mi, że będzie tam muzyka house. Zacząłem więc szukać tych nagrań.

Byłeś wcześniej fryzjerem. Czy robiłeś to równolegle do DJ-ingu?

Tak. Odszedłem ostatecznie chyba po trzech latach grania. Robiłem to o jeden dzień w tygodniu krócej każdego roku. Pod koniec pracowałem tylko trzy dni. Każdego lata brałem kilka miesięcy przerwy, by polecieć imprezować na Ibizę i traciłem wszystkich klientów, bo przychodzili co miesiąc. Gdy wracałem, byli już u innych fryzjerów. Siedziałem na zapleczu, czekając aż ludzie przyjdą, więc robiłem farbowania albo nawet myłem głowy. Znudziło mnie siedzenie, jestem osobą, której nie przeszkadza praca szesnaście godzin na dobę, ale nie potrafię siedzieć nic nie robiąc i czuć się niepotrzebny albo niewykorzystany. Wkrótce później zadecydowałem się zamieszkać w Hamburgu.

Dlaczego wybrałeś Hamburg?

Miałem wybór między Hamburgiem a Berlinem. Wiedziałem że w Berlinie są dobre imprezy, ale wiedziałem również, że jest wielu DJ-ów, więc trudno będzie dostać regularną pracę.

Nawet wtedy było wielu DJ-ów?

Tak, już wtedy. To byli tylko Berlińczycy, ale wielu z nich było dobrych. Później dostałem również ofertę pracy, więc zadecydowałem, że lepszym wyborem będzie pojechać do Hamburga. Gdy przeprowadzałem się, kupiłem swój pierwszy sprzęt i od razu odkryłem, że praca w biurze i załatwianie bookingów innym DJ-om nie było naprawdę tym, co chcę robić, więc odszedłem z pracy po tym jak Tobias [Lampe, współzałożyciel Superstition Records] wziął ode mnie pierwsze moje kawałki. Zdecydowałem skoncentrować się bardziej na muzyce. Po chwili założyliśmy pierwszy wspólny label i stąd wszystko powoli potoczyło się do przodu.

Dlaczego ostatecznie wybrałeś wyprowadzić się do Berlina? Czy Hamburg był dla ciebie za mały?

Tak naprawdę spotkałem wtedy dziewczynę, a ona była z Chemnitz. Nie chciałem by przeprowadzała się do Hamburga, a ja nie chciałem wyjechać do Chemnitz. Sądzę, że lepiej jest zacząć w nowym miejscu, niż ktoś miałby przyjechać do twojego miasta, gdzie ty masz wszystkich swoich przyjaciół, a druga osoba nie ma nikogo. Zawsze jest to trochę skomplikowane. Oboje zakochani byliśmy w Berlinie i zdecydowaliśmy się tam spotkać.

Czytając inne wywiady i twój Twitter, wydaje się, że zagrałeś ostatnio kilka specjalnych imprez w Berlinie, w Watergate i w Londynie, gdzie występowałeś przez całą noc.

Zagrałem. W Watergate po chyba trzech godzinach nadal byłem poniżej 120 BPM, a parkiet nadal bawił się na całego. To było szalone.

Uśredniając, grasz ostatnimi czasy wolniej, czy też to tylko na specjalne okazje?

Okazje. Kocham takie rzeczy, ale czasem trudno je zagrać.

Dlaczego? Publiczność nie reaguje?

Nie, uważam że problemem jest to, iż brak póki co dobrego sposobu. Jeśli z beatu 4/4 w tempie 125 przechodzisz na 110 albo 115, brzmi to tak wolno... Wszyscy opuściliby parkiet; to prawie niemożliwe. Trzeba by powoli obniżać tempo i schodzić wolniej i wolniej, tak żeby ludzie nie zauważyli. Ale coraz więcej „kupuje” tylko takie wolne rzeczy. Zawsze były takie kawałki, ale nigdy nie miały takiej popularności jak teraz.

Co jest tego powodem?

Nie wiem, może po prostu dlatego, że wszyscy znudzeni są tym, co aktualnie wychodzi. Mimo to nie uważam, że to kiedykolwiek stanie się naprawdę wielką rzeczą, jak minimal czy perkusyjny house, bo nie sądzę, że działa to na masy. Na wielkich parkietach zawsze potrzeba więcej energii by ludzie się poruszali. Do mniejszych klubów i na mniejszy tłok jednak, sądzę że to całkiem interesująca, nowa część house'u i techno.

Jakie są twoje plany wydawnicze?

Mamy kompilację „8 Years Poker Flat”, robiłem miks dla Cocoon z okazji festiwalu Green & Blue i nowy singiel dla Ovum, który wydany zostanie w październiku. Josh [Wink] i ja zapraszaliśmy się nawzajem, by grać noce labelowe, więc pomyślałem, że to dobry koncept.

Jesteście przyjaciółmi już od jakiegoś czasu?

Tak, długiego czasu. To zabawne. Ludzie nie zauważają tego, ale po chwili, nagle jesteś częścią wszystkiego. I wydaje się to normalne. Zawsze myślałem, że gdy zacząłem tworzyć własną muzykę, że głupio było nie zacząć produkowania własnej muzyki wcześniej. Jeśli zacząłbym w '88, to byłyby wtedy jakieś trzy lata tworzenia. Jestem w branży już od dłuższego czasu, ale na początku patrzyłem na innych ludzi z niej, którzy mnie otaczali.

Nie byłeś z początku po prostu przestraszony?

Nie, nie byłem. W pewnym sensie, byłem na scenie niemieckiej od początku. Uwielbiałem ją od początku, byłem jej częścią. Po prostu taką radość sprawiało mi przebywanie na parkiecie, że nie chciałem zostać DJ-em.

Kopiowanie powyższego tekstu w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Wasze komentarze

  • Rundgren9 września 2010, godz. 10:39
    Bardzo go szanuję, warto słuchać jego setów :)
  • Dark_Prince9 września 2010, godz. 10:51
    "Steve Bug to człowiek, który w niemieckiej scenie undergroundowej przebywa niemalże od samego jej początku". Aż wstyd się przyznawać, ale tego pana poznałem dopiero na początku tego roku ! Co do samego Steve'a Bug to trzeba przyznać, że gra naprawdę ciekawie i niektóre jego kawałki ścinają z nóg. Jeżeli ktoś lubuje się w minimal (różnorakiej maści) na pewno jego twórczość przypadnie takiej osobie do gustu. Miejmy nadzieję, że Steve Bug w najbliższej przyszłości pojawi się w Polsce. Może Audioriver ? Z wielką przyjemnością posłuchałbym seta Steve'a na płockim festiwalu i jak domniemam nie tylko ja :)
  • Reklama9 września 2010, godz. 10:51
  • Hard Style9 września 2010, godz. 20:52
    mysle ze tylko i wylacznie Plock... Gdzie indziej by chyba nie pasowal a raczej moze nie zostalby zrozumiany... Ps szkoda ze FTB nie promuje Audioriver...
  • budi2210 września 2010, godz. 00:48
    +1, ale jak to było nie raz powiedziane, kwestia pieniędzy. audioriver jest marką w samą w sobie, wielkiej reklamy nie potrzebują. czuję, że bug pojawi się w przyszłym roku. :)
  • korusek5 października 2010, godz. 07:14
    Powoli o swoich dokonaniach mógłby nawet napisać książkę :)
Zarejestruj się i zaloguj, aby dodać komentarz...
Komentarze (7)

Imprezy promowane

Qubo with Björn Borg

Qubo with Björn Borg

6 czerwcaHala Orbita Wrocław
Premium Festival

Premium Festival

6 czerwcaSpodek Katowice
Planeta Born To Party

Planeta Born To Party

6 czerwcaMiędzynarodowe Targi Poznańskie Poznań
Paul van Dyk - Evolution World Tour 2012

Paul van Dyk - Evolution World Tour 2012

15 czerwcaKajot Arena Brno
EXIT Festival

EXIT Festival

12 lipcaNovi Sad - Serbia
Ultra Music Festival

Ultra Music Festival

13 lipcaTor Służewiec Warszawa
Sunrise Festival 2012

Sunrise Festival 2012

20 lipcaAmfiteatr Kołobrzeg
Nature One

Nature One

4 sierpniaRaketenbasis Pydna
Electrocity 7

Electrocity 7

14 sierpniaKlasztor Cystersów Lubiąż
Tauron Nowa Muzyka 2012

Tauron Nowa Muzyka 2012

25 sierpniaDolina Trzech Stawów Katowice
The Prodigy & Skrillex

The Prodigy & Skrillex

15 wrześniaKalemegdan Fortress Belgrad
Trance Fusion

Trance Fusion

29 wrześniaPałac Przemysłowy Praga, Czechy
Transmission 2012

Transmission 2012

17 listopadaO2 Arena Praga
Apokalypsa

Apokalypsa

30 listopadaExibition Centre Brno

Imprezy

DzisiajJutroŚroda, 30 majaCzwartek, 31 majaPiątek, 1 czerwcaSobota, 2 czerwcaŚroda, 6 czerwcaPiątek, 8 czerwca
rejestracja

...a jeśli masz już konto Zaloguj się »

Ranking ftb.pl

Cały ranking
Cały ranking
Cały ranking

Wygrywaj bilety!