Forum FTB.pl / Jeden z najbardziej docenianych dj-ów Europy Środkowej-HYPNO

Sylwetki
klubowicz
*KayliE* 21 czerwca 2004, godz. 11:28
Style; tribal, house, progressive
Nazwisko :Jake Jephcott
Wiek :26
Rodzaj :DJ [pl]
WWW: http://www.soundrevolt.com
Miasto/Kraj :UK/PL
Team: Magic

Po niemal 8 latach za deckami Hypno dołączył do grona najbardziej doświadczonych didżejów żyjących w Europie Środkowej. Jego uwielbienie dla muzyki sięga początków jego pamięci, kiedy w wieku 5 lat grał płyty Shakin’ Stevensa dla babci i dziadka. Można śmiało powiedzieć, że od tamtego czasu jego styl jakoś się rozwinął (na całe szczęście).

Początki didżejskiej kariery Hypno, to 1996 rok, kiedy to 17-letni student stawał się bywalcem parkietów undergroundowych klubów: Wobble i Tin Tins w Birmingham. Czasem podróżował również na południowy wschód by uczestniczyć w londyńskich imprezach Turnmills i w Gardening Club. Korzystał wtedy okazyjnie z decków swoich kolegów, żeby grać ich głównie drum’n’bassowe płyty, i tym samym smakować atmosfery panującej po drugiej stronie didżejki. Zakup własnego zestawu gramofonów stworzył okazję do poszerzania zarówno kolekcji płyt, jak i swoich umiejętności technicznych, które rozwijał podglądając pracę swoich klubowych guru. Didżeje tacy jak Phil Gifford, Si Long i Matt Skinner z Wobble oraz John Pleased Women, DJ Sneak and Derrick Carter byli główną inspiracją Hypno w rozwoju stylu gry i wyczucia parkietu.

W miarę, jak rosła jego kolekcja płyt, rosło też pragnienie występu przed publicznością, czym miał nadzieję wnieść coś nowego do sennego miasta Midlands, gdzie studiował. Demo tu, demo tam, i wkrótce mógł zabierać swoje Technicsy na niezliczone studenckie imprezy, gdzie zwykle pełnił rolę bohatera grając płyty, których nikt wcześniej nie słyszał. Zachwyt wzbudzał także jego warsztat, dzięki któremu mógł miksować ze sobą niemal wszystko. Reputacja niezbędnego „składnika imprezy” szybko powiodła case i słuchawki Hypno do londyńskiego M40, gdzie pogrywał trochę na małych darmowych imprezach oraz większych undergroundowych eventach.

W lecie 1998, Hypno przeprowadził się na południe do nadbrzeżnej stolicy imprezowej Anglii – Brighton. Ten fakt zapewnił mu nowe spektrum działania; nowe kluby, ludzie, brzmienia zrewolucjonizowały jego żądze i stał się regularnym bywalcem klubów Concorde i Pussy Cat. Tam, dzięki didżejom jak Midfield General, Cut La Roc, czy oczywiście Norman Cook, Hypno poszerzał zakres zainteresowań muzycznych. W tamtym czasie winylowa namiętność przeniosła się do obszarów big beatu i break beatu, co muzycznie zaspokajało tańczący przed nim na house’owych imprezach tłum. Po sześciu miesiącach hedonistycznych doświadczeń wyniesionych z napędzanego imprezami miasta, Hypno wyjechał do Francji by pracować dla firmy narciarskiej na stanowisku podwodnego inżyniera ceramiki, czyli mówiąc wprost: zmywał dla nich naczynia.

Dwa miesiące zeskrobywania spaghetti z talerzy swoich psycho-szefów i Hypno postanawia rzucić w kąt gumowe rękawiczki, żeby zająć ręce czymś bardziej związanym (czy można tak powiedzieć?) z muzyką. Miejscowy klub w małej francuskiej wiosce Pra Loup był miejscem, gdzie Hypno skierował swe kolejne kroki. Po tym jak grając płyty „zerwał tamtejszy dach”, został zaproszony do cotygodniowych występów dla narciarskiej gawiedzi. Jeden telefon do swoich nieustannie wspierających go rodziców i tydzień później pojawia się duża przesyłka z płytami.

Szczęśliwy splot wydarzeń doprowadził do tego, że Hypno został włączony do trasy „1998 Sony Playstation Snowboarding Tour”, gdzie grał w wielu barach, pubach i klubach w niemal całych Alpach Francuskich. Po kolejnych wyczerpujących i bezsennych sześciu miesiącach nadszedł czas by wrócić do Anglii. Jednak nie na długo. Dzięki kontaktom, jakie zawarł we Francji, został zaproszony do udziału w imprezach towarzyszących Festiwalowi Filmów w Cannes w 1999 r. Grał w La Suit w Nicei, Disco Sept w Cannes i w końcu w La Forum Rouge w Juan Les Pins, gdzie rozgrzewał klubowiczów przed samym Laurentem Garnierem.

Po tych wyjątkowo olśniewającej dwutygodniówce Hypno wrócił i do domu i do normalnego świata, gdzie ciężko pracował i odkładał pieniądze na azjatyckie podboje, które prowadził wraz ze swoją ówczesną dziewczyną. Obok bycia autostopowiczem, piechurem i plażowiczem, udało mu się także zagrać kilka godzin w barach Bangkoku i Singapuru za drinki. Płyty, które grał, ozdabiały wcześniej ściany tychże barów! Siedem miesięcy spędzonych w tamtej części świata zmieniły w Hypno sposób pojmowania i duchową postawę wobec świata, co odbiło się także na jego nowych preferencjach muzycznych. Po powrocie do Anglii pieniądze inwestował w bardziej mroczne, progresywne dźwięki wychodzące spod igieł Sashy, Johna Digweeda, Chaba i DJa Nukema, oraz wielu innych artystów, którzy powoli stawali się głównym motorem napędowym międzynarodowego klubowania.

Pragnienie posiadania nowych płyt stało się dla Hypno tak ważne, że w każdą sobotę podróżował do oddalonego o godzinę drogi na północ Birmingham, gdzie spędzał cały dzień słuchając najróżniejszych płyt w towarzystwie wschodzących miejscowych talentów.

Mniej więcej w tym samym czasie za własne pieniądze wyprawiał się do krajów Europy Środkowej, gdzie grał przed publicznością, jakiej nigdy wcześniej nigdzie nie widział. Kluby wypełnione po brzegi ludźmi wołającymi o więcej, aż do nastania kolejnego popołudnia, bo w tej części świata – nie tak jak w Anglii – imprezy kończą się wtedy, kiedy się kończą!

Jego nowi przyjaciele szybko dostrzegli potencjał Hypno, dzięki czemu stał się współorganizatorem wielu przedsięwzięć imprezowych jak: „Contact” w Hidden z Paulem Thomasem (obecnie gra breaki w Godskitchen i Dex In the City) i „Stereo” w Bonds, również z Paulem i z nowym liderem paczki – Stevem Gerrardem (Filta/Bedrock/Worldwide). Objął także miesięczną rezydencję cyklu imprez „Lost Weekend” w klubie Wax w Nottingham.

Podczas tamtych nocy klubowych Hypno aka Terrifella aka Dirty Habit grywał obok większości najjaśniejszych świateł klubowej Anglii: Jamesa Zabiela’i, Grega Vickersa oraz głównych postaci wytwórni Renaissance: Marcusa Jamesa i Ashley Casselle’a. Jego przyjaźń z Paulem i Stevem wprowadziła go w świat didżejów i producentów, dla którego Hypno z przyjemnością i satysfakcją poświęcał swój czas. Instytucja klubowa Birmingham, Code (obecnie Air), wystartowała z nowym cyklem promującym muzykę progressive house – „Dirty”. Pierwszą okazją do imprezowania było wydanie przez Global Underground kompilacji „Lights Out” Steve’a Lawlera. Hypno wraz z Paulem Thomasem zagrali wtedy back to back – jak zgodnie zeznają szefowie wytwórni – jeden z tych setów, które pamięta się do końca życia.

Gdy pozycja Hypno w stolicy Midlands rosła, jeszcze silniejsza okazała się chęć występów Hypno w Polsce. Kraj, gdzie scena klubowa była i jest bardzo zrewolucjonizowana. Mógłby tu grać tydzień w tydzień dla oddanego muzyce tłumu i przeżywać na co dzień przygodę życia w innej kulturze. Ostatecznie przeprowadził się do Polski w sierpniu 2002, by zamieszkać na stałe w Sopocie.

Podróżuje po całym kraju, a jego kalendarz imprezowy jest pełen zajętych terminów na dwa-trzy miesiące naprzód. Odkąd wyjechał z Anglii zdążył już grać imprezy z najbardziej cenionymi didżejami Europy Środkowej i Wschodniej: Jonem Carterem, Moshikiem, Juniorem Sanchezem, Jimem Mastersem, Yunusem Guvenenem, Lisa’ą German, Lucienem Foortem oraz z bohaterem z początków kariery: Jonem Pleased Women.

Lato 2003 było świadkiem kolejnego kamienia milowego w barwnej podróży 25-letniego DJa, bowiem Hypno, po raz pierwszy w swojej karierze, został zaproszony na polską edycję festiwalu Creamfields.

Hypno, wraz ze swoim kumplem Freshem, wypracował swoją własną markę organizując imprezy pod trafnie dobraną nazwą, Magic. Magic stały się szybko wydarzeniami, o których mówi się w mieście najwięcej, dzięki sprowadzaniu zarówno młodych talentów jak i bardziej doświadczonych brytyjskich przyjaciół Hypno, do których zaliczają się: Paul Thomas i Steve Gerrard, Paul Louth i Jon Ioannau, Mageret Dygas i Sound Alliance. Wszyscy wyjechali z Polski z bolącymi, jednak wypełnionymi cudownymi wspomnieniami, głowami.

Skoczmy z teraźniejszości w przyszłość. Wigilię Nowego Roku 2004 Hypno spędza w Pradze, jego kalendarz ciągle pełen przeróżnych imprez, Magic zaprasza Jonathana Lisle’a z Bedrock, materiał studyjny oczekuje swoich narodzin... Rok 2004 wydaje się być kontynuacją rosnącej popularności tego ziemsko-mądrego i ziemsko-serdecznego dżentelmena z Anglii. Ha, dżentelmena?



klubowicz
_drobny 21 czerwca 2004, godz. 11:41
ooo tak :) bardzo dobry kolo ...

jesli slysze dj'i takich jak Guvenen, Zabiela czy Mo Shic to az mnie ciarki przechodza ...

ps. Faaone - nie zdwi sie jezeli ten temat zginie smiercia naturalna :/
klubowicz
*KayliE* 21 czerwca 2004, godz. 11:51
drobny.....heh....moze zwroci uwage ,co niektorych osob!
w koncu trzeba poszerzac horyzonty;)
i tak cieszy mnie,ze choc jedna osoba wie o kim pisze;P
pozdrawiam
klubowicz
*KayliE* 21 czerwca 2004, godz. 14:31
oki jutro przygotuje special dla Ciebie;)po examie:)
klubowicz
_drobny 21 czerwca 2004, godz. 17:52
oj tak soundrevolt to dla mnie najlepsza strona w sieci jesli chodzi o poziom muzyki,przekazu i innych pierdół. Po prostu najlepsza ...

a kogo to mozna sie spodziewac ukash ?
klubowicz
*KayliE* 21 czerwca 2004, godz. 17:58
_drobny...a ciekawość to pierwszy stopień do piekła:)......kogoś kto nie powinien zostać pominiety , kto mial i ma nadal ogromny wkład ,jeśli chodzi o muzykę , elektroniczną i w koncu kogos kto potrafi z licznika Geigera wydobyć dźwięk!!!!!

6 wpisów

1