Wywiad-rzeka z Plastikmanem

AutorIgor Warzocha

MiastoPuszczykowo

7 września 2010, godz. 10:27 / Komentarze (11)

Już blisko dwadzieścia lat minęło od pierwszego wydawnictwa dzisiejszej legendy muzyki elektronicznej, Richiego Hawtina, reaktywującego ostatnimi czasy swoje alter ego Plastikman. Co zmieniło się w muzyce elektronicznej przez te wszystkie lata, co niesie ze sobą przyszłość oraz jak powstała sama koncepcja odrodzenia plastikowego ludzika wypytał Richiego Todd Burns dla magazynu Groove.

Dlaczego Plastikman jest w 2010 na czasie?

Sądzę że jest tego kilka poziomów. Odnoszę naprawdę niezły sukces jako DJ i z Minusem – to nie ich najwyższy, ale i tak naprawdę szczytowy punkt. Jest wielu nowych fanów, którym podoba się to, co robię, lub to co robię z Minusem, którzy po prostu nie wiedzą skąd się wzięliśmy, albo nie znają historii muzyki elektronicznej, która rozrastała się, byśmy dotarli do tego, co lubią. Pomyślałem, że ważne było pokazać im, co robiłem zanim jeszcze część z nich w ogóle się urodziła. Są teraz moi wielbiciele, którzy narodzili się po tym jak zacząłem swoją karierę. Posiadanie tej perspektywy, czy wiedzy, może tylko pogłębić ich docenianie tego, co robimy teraz.

Poza tym, słuchając wszystkiego, co wychodzi – jako DJ – naprawdę chciałbym teraz produkować. Jest pewna dziura, ale nie mówię, że wielka – nie znajduję wiele kawałków, które sam mógłbym zrobić. Uważam iż ta przestrzeń mogłaby być wypełniona, nadal, przez granie moich starych kawałków. Gdy wychodzę na imprezę, słyszę „Spastik”, „Glob” albo „Plasticity” i widzę, jak porusza ludzi, myślę, że ludzie powinni wiedzieć, że to stary utwór, który nadal brzmi aktualnie.

Co jest w tych utworach, co nadal brzmi dla ciebie aktualnie?

Są proste? [śmiech] Zwłaszcza te perkusyjne, jak „Elektrostatik” czy „Krakpot” - są ekstremalnie powtarzalne, ekstremalnie minimalne, ale mają w sobie pewną energię i siłę. Długi czas temu, ludzie zaczynali postrzegać Plus 8 jako tworzących ciężkie techno, zwłaszcza te rzeczy, które robiliśmy jako Cybersonik. Nigdy nie chcieliśmy robić hard-techno, chcieliśmy robić intensywne techno. Czuję też, że teraz, po minimalu i po housie, ludzie są bardziej otwarci na nowe rzeczy. Jest mnóstwo dobrego, leżącego gdzieś pośrodku wszystkiego, intensywnego techno, które wynosi imprezę na szczyt. Słyszenie fajnej, loopowej muzyki od niektórych z moich przyjaciół jest niesamowite, ale czasem czekam na ten dziwny szczytowy moment, który ma się pojawić. Nie powiem, że wszystko brzmi tak dobrze jak brzmiało kiedyś. Ale w sumie sądzę, że większość jest dobra. [śmiech] Myślę że istotne jest dla ludzi, których tam nie było; którzy nie wiedzą, co zrobiłem, jako lekcja historii i również dlatego, że można to grać i być może inspirować nowy kierunek.

Wspomniałeś Cybersonik. Z tego, co czytałem, wydaje się, że pojechaliście do Rotterdamu i byliście przerażeni, gdy zobaczyliście jak używane są płyty, które wydajecie. Czy alias Plastikman był bezpośrednim wynikiem tego zdarzenia?

Rotterdam cholernie wystraszył mnie i Dana. Ostatnią rzeczą, której chcieliśmy stać się częścią, była scena gabberowa. Niektóre z naszych kawałków pchaliśmy w ciężkich kierunkach. Znaleźliśmy się u progu miejsca, w którym nie chcieliśmy być. Po tym, Dan i ja obaj okroiliśmy swoje brzmienie i poszliśmy w minimalizm, znacznie bardziej stanowczy. Plastikmana uważam za dobre połączenie pomiędzy oboma światami.

Mimo to, cały tamten okres był taki. Wszystko stawało się mocniejsze i mocniejsze, i mocniejsze. Grałem przez jakiś czas tylko niemiecką muzykę i, ni stąd, ni zowąd, stało się to po prostu za dużo. Zawszę jestem reakcjonistą. Tak naprawdę nie cieszy mnie robienie tego samego, co wszyscy inni. Jakieś cztery lata temu była eksplozja acid house'u, a ludzie mówili „teraz twoja chwila, by to zrobić”. A ja myślałem „nie – gdybym to ja stworzył tę eksplozję, mogłoby to być interesujące dla mnie.” Ale uznałem to za wyzwanie.

Czy Plastikman to dla ciebie wyzwanie?

Z pewnością. Szczerze, nie wiem czy to pójdzie w tym kierunku, ale świetnie byłoby nagrywać nowy materiał Plastikmana.

Dlaczego nie wiesz, czy to do tego zmierza?

To, co chcę teraz robić... razem z innymi rzeczami, które chciałbym zrobić... jest po prostu niewystarczająco dużo czasu na wszystko. A zrobiłem masę pracy jako Plastikman. Mogły być teraz inne, ważniejsze rzeczy. Ale by wrócić do myślenia, do tworzenia świeżych rzeczy, musiałem znaleźć stan umysłu, w którym byłem, gdy nagrywałem pierwotny materiał. Słuchanie wszystkich tych starych rzeczy, by odgadnąć, jak je odtworzyć do występu na żywo, nie tylko wprawiło mnie w ten stan, ale również zaciągnęło mnie do studia na cztery lub pięć miesięcy zeszłego roku.

I to tylko, by odtworzyć kawałki, które zrobiłeś na potrzeby live'u.

Tak. Wszystko w live secie jest odtworzone. Nie sampluje żadnego ze starych utworów, nie jest nagraniem starych kawałków. Ścieżki 303 były zaprogramowane na nowo, na potrzeby niektórych musieliśmy zgadywać, jak powstały. Nie mogliśmy przypomnieć sobie tego. Zapomniałem nut, nie mam muzycznego słuchu, przy którym mógłbym powiedzieć „och, to dis”. Dochodziliśmy do tego, jak i jakich maszyn użyłem. Moje studio zawsze było jak wielki, modularny syntezator. Zdanie sobie z tego sprawy, przywróciło mnie do punktu, w którym czuję się, jakbym znalazł nowoczesną wersję Plastikmana. Show był początkiem nowego Plastikmana. Pytanie brzmi, dokąd zmierza? Nie czuję, jakby miał w tej chwili zmierzać prosto do nowego albumu. Czuję, że jest on raczej mechanizmem wyzwalającym Plastikmana. Jestem ciekaw, dokąd dojdzie.

Musiałeś czuć się, jakbyś tworzył więcej niż wartość albumu z nowym materiałem, po prostu odtwarzając materiał, który już stworzyłeś.

Tak było. Jeremy, JPLS, był moim asystentem i zrobił wiele. Mieliśmy listę dwudziestu pięciu kawałków, które chcieliśmy spróbować odtworzyć. Niektórych z nich nadal nie możemy. Na przykład „Panik Attack” jest trudny do odtworzenia. Znam maszyny, wiem jak to zrobić. Ale branie ze sobą całego specjalnego sprzętu na scenę, tylko dla jednego kawałka? To się nie stanie.

Zawsze miałem szacunek dla starych urządzeń. Jakkolwiek nie byłbym myślący w przyszłość, postępowy, blah blah blah, zawsze są rzeczy z przeszłości, które nadal naprawdę kocham. I zawsze będę miał uwielbienie i szacunek dla kilku maszynek, na które akurat wpadłem piętnaście lat temu, które stały się moją paletą; które są naprawdę indywidualne i unikatowe. Celowo nie wymieniam ich nazw. [śmiech] Znam wszystkie wartości opóźnienia do „Panik Attack”, wiem jak zaprogramować perkusję przez sen. Próbowaliśmy przepuścić je przez cyfrowe, a potem przez analogowe wersje opóźnień. Każdy parametr był dokładnie taki sam, a było to jak dzień i noc. Niesamowite.

W pewnym sensie uczyłem się na nowo swojego brzmienia i podobało mnie się to. Niektórych rzeczy zapomniałem. Teraz używam tych starych urządzeń, albo cyfrowych rzeczy, w inny sposób, niż używałem ich kiedyś, bo widzę, czego w nich brak.

Czego brak?

Myślę, że to, czego brak we wszystkich cyfrowych sprzętach, to losowość i chaos, który obecny jest w maszynach analogowych. Niektóre z najlepszych rzeczy w Plastikmanie, były chwilami przypadku, gdy podłączyłem coś, lub zostawiłem maszyny działające i były pewne wahania. To te opóźnienia; te ich rodzaje mają miejsce w „Panik Attack” i małe wahania w ich czasach dają kawałkowi jego rytmikę, coś, czego nie uzyskasz w Abletonie. Wiedząc o tym, możesz użyć programów do odtworzenia tego. Ale same z siebie tak nie zrobią. Tak to po prostu było z niektórymi z tych starych urządzeń.

Według mnie, historia jest czymś ważnym dla nowych producentów i dzieciaków. Były czasy, zanim wszystko było wyłożone przed tobą na tacy i wszystko mogło być idealne. Nawet używając komputera, nie wszystko powinno być perfekcyjne. Nie używam już gramofonów, nawet już nie bituje kawałków. Ale to te wszystkie moje wahania i perfekcyjna technologia Traktora czy Final Scratcha tworzą magię. Nie można tego powiedzieć ani wytłumaczyć; nie można określić ilościowo czym jest magia. Ale można ją nieco rozjaśnić, by ludzie znaleźli własną magię podczas DJ-ki czy produkcji. Sądzę, że jest wielu takich i chciałbym słyszeć więcej magii w muzyce i występach. Są rzeczy świetne, ale uważam, że mogą być nawet lepsze.

Mówiąc o nieprzewidywalności maszyn, chciałem porozmawiać o twoim występie na Mutek w 2004. Był to jednorazowy występ, w przeciwieństwie do obecnego cyklu, i nie z każdej strony wyszedł dobrze. Co sądzisz na ten temat?

Niefortunne, że rzeczy słabe przyćmiły te dobre. Szczyty sięgały wtedy tak wysoko, jak to, co robimy teraz. Z tym, że teraz możemy je utrzymać przez cały występ. To był wielki zawód, moja chwila z serii „wziąłem większego gryza niż mogłem przeżuć, zaufałem technologii, myśląc że mogę zrobić wszystko”. Utorował drogę obecnemu Plastikmanowi.

Mój komputer z Abletonem i moje decyzje tworzą to, co oglądacie. Ale są również ludzie operujący tym wszystkim, którzy również dodają swój własny wkład pracy. Jest to więc ogromne, grupowe przedsięwzięcie dookoła tego centralnego mózgu. Podczas Mutek, byłem tylko ja. Nie mieliśmy nawet żadnych świateł. Ja miałem je obsługiwać, ale nie starczyło nam czasu, by wymyślić, jak zrobić je tak, jakbyśmy chcieli.

Ile czasu poświęciłeś, by zebrać do kupy przedsięwzięcie z Mutek?

Sześć miesięcy. Sądzę, że pracowaliśmy nad nim dłużej i bardziej intensywnie, niż nad obecnym cyklem. Jednym z rozczarowań było to, że jeśli okazałby się bombą, byłby to idealny, jednorazowy występ. Jeśli nie byłby taki, nie byłoby okazji nauczyć się czegoś ze swoich błędów i stać się lepszym.

Oglądając DVD Contakt, poruszył mnie fakt, że potrzebowaliście kilka występów, by wszystko dograć. Uczyliście się z imprezy na imprezę.

Nadal jesteśmy w tym procesie, jeśli chodzi o show Plastikman. Mam jedną rzecz, która kontroluję całą moją modulację – muzykę, wizualizacje i światła – i bez tego wszystkie kawałki są w pewnym sensie płaskie. Przestała działać ostatniej nocy w Glasgow podczas jednego utworu. Było to całkowicie niespodziewane, bo wszystkie z tych rzeczy były solidne jak skała przez ostatnich sześć miesięcy. Dźwięk zatrzymał się na około sekundę i myślałem, że będziemy mieli naszą pierwszą awarię. Jeśli coś padnie, mamy przerąbane. Nie ma back-upu, bo nie ma prostego sposobu na ponowne uruchomienie wszystkiego. Ostatecznie, okazało się, że chodziło o zepsuty kabel sieciowy, który wystawał milimetr z urządzenia JazzMutant. Sprawdziłem to, i nagle znów wszystko grało. Jednak w rezultacie „Plasticity” było do dupy. Nie było modulacji pomiędzy liniami acidowymi. Grałem to dłużej niż powinienem, bo nie było zmian, ale i tak krócej niż zwykle, gdy mogę pracować podczas utworu. Teraz wiemy, że zawsze musimy mieć zapasowe kable i upewnić się, że każdy z nich ma to małe coś, co pstryka przy złączu. Wtedy to się ułamało. Jesteś na łasce tych rzeczy, ale ja przywykłem do tego.

Czego nauczyłeś się z pierwszego występu, tego w Mannheim podczas Time Warp?

Nauczyłem się, że jeśli masz wielkie pomysły, potrzebujesz równie wielkiego planu i teamu. Straciłem wiele pieniędzy na ten show. Co było w porządku. Ale stracić mnóstwo pieniędzy na wielki sukces jest łatwo. Stracić na ogromnym rozczarowaniu jest do dupy. Wiedziałem, że musimy zrobić więcej niż jedną imprezę, nieważne czy to pięć występów czy tour, bo nieważne jak dobry by był, pierwszy show nigdy nie będzie tak dobry jak ostatni. Plastikman wiele się zmienił, niesamowite, czym się stał nawet od Time Warp. Wszystko w pewnym sensie zatrybiło w Detroit. Nie tylko dlatego, że to było Detroit, ale również dlatego, że zmieniliśmy kolejność kawałków i otrzymaliśmy trochę impetu, który mogłem wyczuć. Wreszcie wchodziłem w ten system. 

Jedną z rzeczy, którą teraz robimy źle jest zrobienie jednego show, a potem branie dwóch czy trzech tygodni przerwy przed następnym. Takie coś kosztuje tonę pieniędzy nie tylko nas, ale również promotorów. To wielki wysiłek. Za każdym razem, gdy docieramy na miejsce, wszystko jest ekscytujące i wyjątkowe, ale w międzyczasie miałem dziesięć imprez. I ukradziono nam komputer, co było wrzodem na tyłku.

Odzyskałeś go?

Nie. Wczorajszy dzień był stresujący, bo robiłem kopię zapasową. Całkowicie ufam systemowi, na którym w pełni sprawny jest dysk. Wierzę jednak, że każdy komputer jest nieco inny, więc gdy podłączyłem wszystko po raz pierwszy, miałem nadzieję, że wszystko zadziała, ale nie było testów. Wczoraj pierwszy raz próbowałem tego, bo zawsze natychmiast po występie wysyłamy cały sprzęt na kolejną imprezę, nie odsyłamy go do Berlina.

Nie nagrałeś żadnego nowego materiału jako Plastikman od dłuższego czasu.

Było kilka rzeczy tu i tam. Ostatni kawałek był rok temu, nazywał się „Akoustiks”, Francois K zrobił do niego remiks. Bawiłem się pomysłem, starym utworem, na którym eksperymentowałem z perkusją i niedopasowanymi w czasie sekwencjami, by spróbować otrzymać żywy feeling w muzyce elektronicznej. Jak artyści jazzowi; wielu artystów jazzowych z Philipem Glassem. Ale nadal jest to skomputeryzowane i mechaniczne. Cały czas pracuję nad tym projektem. Francois stwierdził, że zrobi remiks, ale chciał coś naprawdę fajnego. Powiedziałem: „cóż, co powiesz na niewydany kawałek?”

W sumie jednak nie zrobiłeś ich wielu.

W sumie, nie zrobiłem wielu żadnych utworów.

To dla mnie ciekawe, bo jest jedynie kilka grup grających na żywo, które mogą pojechać na tour bez nowego materiału. Daft Punk.

Tak. Wiem, że Plastikman i Hawtin, są - w pewnym sensie – dwiema różnymi rzeczami. Ale czuję, że jestem nadal na czasie w muzyce elektronicznej. Byłem przez dwadzieścia lat. Uważam więc, że każdy z moich pseudonimów może zostać przywrócony do życia. To nie to, że poddałem się, zostałem barmanem i próbuję wrócić. Oczywiście musiałem cofnąć się i sam pomyśleć o sobie – Plastikmanie, ale to muzyka elektroniczna, wiesz? Żyję tym. To moje życie.

Czego nauczyłeś się o nim, odkąd przywróciłeś Plastikmana do życia. Rozmawialiśmy już o tym trochę. Ale czy coś cię zaskoczyło?

Plastikman ma klimat, który ludzie mogą określić jako kompletnie nie taneczny i nudny. To dziwne. Posuwa się cały czas. Jest ciężki, powtarzalny. W tym, co robię pod tym pseudonimem jest coś, co naprawdę lubię, i co ludzie odczuwają jako w pewnym sensie inne.

Trudno było wrócić do tego trybu myślenia?

Czasem nie potrafię. Chcę zrobić kolejne DE9. Znam koncept, czekam częściowo na technologię, a częściowo na odpowiedni czas. Nadejdzie chwila, że będzie się go czuło. Plastikman działa w ten sam sposób. Musisz chcieć wejść w ten nastrój. Nie można udawać tego, czym Plastikman ma być. Jeśli robisz coś z innego powodu, niż po prostu robienie tego, ludzie to wyczują. Mogłem przywrócić Plastikmana wiele razy, odpalając wszystko na Abletonie, kasując mnóstwo pieniędzy i biegnąc z powrotem do banku. Wielu ludzi pewnie zobaczyłoby to za pierwszym razem, ale po tym...

Porozmawiajmy o show w Detroit. Nie mogłem nadziwić się, ilu ludzi w Ameryce wykrzykiwało tytuły utworów, w miarę jak pojawiały się podczas występu. Wydawało się, że był pewien poziom wiedzy.

Z pewnością nie byli to jednak tylko ludzie z Detroit. Przyjechali zewsząd. Niektórzy by zobaczyć Plastikmana. „Sheet One” wyszło w Ameryce w dziwnym momencie. Wielu ludzi myślało: „nie siedzę w muzyce elektronicznej. Nie jestem zaangażowany w to rave'owe gówno”. Plastikman zdawał się uderzać w odpowiednią nutę; zdawał się po prostu otwierać drzwi. To była pierwsza droga do środka, dla ludzi z Ameryki. Działała w dwie strony - dla ludzi, którzy uwielbiali nasze szalone imprezy i dla ludzi, którzy nie chcieli iść na PLUR, tandetny event rave'owy. Mogli kupić tę płytę i naćpać do jej akompaniamentu.

Miałeś grafikę, logo...

To było wszystko. Przeciwdziałałem wtedy kompilacjom artystów nazywanymi albumem.

Jak na przykład album FUSE.

Album FUSE był taki. To kompilacja moich wielkich utworów z kilkoma dodatkowymi dorzuconymi do tego. Była nieco lepsza od niektórych rzeczy, które wychodziły i nie miały w sobie nic wolniejszego. Te albumy były alienujące dla ludzi, którzy już byli wyalienowani przez chodzenie na rave'y i słuchanie tej samej muzyki przez całą noc. Nie było tam wejścia dla nikogo innego poza raverami.

„Artifical Intelligence” była ważna w Stanach w ten sam sposób. Chciałem zrobić coś jak album Tangerine Dream, Pink Floyd. Coś większego niż na pierwszy rzut oka; gobelin, historię, która wciągała cię w siebie, wypluwała sześćdziesiąt minut później i czułbyś się po niej jak po tripie. Dlatego nazywała się „Sheet One”.

Wszyscy słuchali tych rzeczy, wielu ludzi nie chciało chodzić na dziecinne rave'y. Czekali na prawdziwy elektroniczny album. Najpierw był „Artifical Intelligence” potem Aphex.

Skąd pochodziło logo?

Z Plus 8 i Probe chcieliśmy stworzyć własną typografię. Kupowałem wszystkie te czcionki, bo chciałem czegoś wyjątkowego. Skończyłem album, miałem tytuł, a gdy spotkałem się z kolesiem, który robił loga, spytałem co jeszcze ma. Pokazał mi swoje portfolio i w miarę jak przeglądałem je, natknąłem się na stronę, na której zobaczyłem Plastikmana.

„To Plastikman.”

„Co?”

„Właśnie zrobiłem ten album, potrzebuję tego logo. Jest absolutnie idealne.”

Sprzedał mi je, ale ledwie rok później dowiedziałem się, że to nie on miał do niego prawa. Ukradł je od firmy robiącej deskorolki i przerobił. Pierwotny twórca, Ron Cameron, skontaktował się jakieś osiem lat później, mówiąc: „hej, widzę, że używasz mojego logo wszędzie, ale nie dostałeś pozwolenia.” Nie przeszkadzało mu to kompletnie i ostatecznie dobiliśmy targu. Spotkał się z nami na Coachelli w tym roku i wertował oryginalną grafikę w ramach przygotowania nadchodzącego wydawnictwa.

Coachella wydaje się interesującą datą w rozkładzie cyklu Plastikmana. Ma kilka występów tanecznych, ale to zwykle znacznie bardziej mainstreamowi artyści. Tego roku był Deadmau5, Tiësto i Orbital. Skąd pomysł na tę imprezę?

Chcieliśmy zrobić Coachellę. Mój agent w Ameryce jednak, ostrzegał mnie, że facet, który robi ten festiwal, jest dość wyjątkowy, jako że sam załatwia wszystkie bookingi. Zakontraktował mnie raz, więc wiedziałem, że jest fanem. Ale nie odzywał się do nas ponownie.

Wiedziałem, że mieszkał w Los Angeles, więc gdy byłem tam, pracując nad wizualizacjami, jeśli tour miałby dojść do skutku, skontaktowałem się z nim i poszedłem sprzedać mu Plastikmana. To była sprzedaż rodem z Hollywood, nigdy przedtem nie zrobiłem czegoś takiego. Gdy wyszedłem, pomyślałem do siebie: „czy popełniłem teraz naprawdę złą rzecz? Właśnie przekonałem kogoś do występu, którego zrobienia nadal nie jestem w stu procentach pewien, i nie nie jestem pewien czy w ogóle chce go zrobić.” Przesadziłem.

W sierpniu zeszłego roku, ustawiliśmy cały setup w lokalu, w którym odbywa się Time Warp. Rozstawiliśmy go, odpaliliśmy kilka wizualizacji z Contaktu, by zobaczyć, jak by wyglądał. Pierwotnie miało to być pełne koło. Przygotowanie tego w pustym magazynie, by przemyśleć, czy to coś co powinniśmy robić, kosztowało nas dwadzieścia tysięcy dolarów.

Pokazałem to gościowi od Coachelli, powiedziałem mu o wymaganiach, porozmawiałem o pieniądzach – bo miało to kosztować wiele, nawet dla promotorów, którzy są wielkimi fanami Hawtina, jest to ryzyko, z powodu wielkich kosztów. Mówiłem mu: „popatrz, to będzie niesamowite. Nikt jeszcze tego nie robił. Będę kontrolował wszystko, będzie synchronizacja. Będzie pełne napięcia.” Powiedział oczywiście „cóż, każdy chce robić coś jak Daft Punk, ale nikt nie może tego dosięgnąć.” Odpowiedziałem po prostu: „nie będziemy robić Daft Punk, ale zrobimy coś równie zdumiewającego.”

Wróciłem, obejrzałem Daft Punk i pomyślałem „o kurde, nie jestem Daft Punk.” Nie mam rąk w górze przez cały występ. Mogę to robić jako DJ, ale Plastikman to nie to. To właśnie wyzwanie: zrobić ujmujący show, który zadziwi ludzi, ale nie tak, by musieli tańczyć cały czas przez godzinę. Dopasowywanie Plastikmana do festiwali w godzinach szczytu jest dość trudne.

Fascynujące. Show nie jest wydarzeniem typ „pięść w górze”.

Niektórzy z mojego zespołu nie rozumieli tego na początku. Oczekiwali, że będzie to polegało na trzymaniu rąk w górze, ale teraz wszyscy pojęli. Dlatego też jestem za ekranem. To fajna rzecz, pewnie, ale to nie Hawtin. To Plastikman. To ma być dziwne, nietaneczne i niehawtinowe. Czasami. I mieć również chwile, gdzie wydaje się to taneczna impreza.

Miała być z serii „nigdy wcześniej nie widziałem ani nie czułem nic takiego.” To stąd się wziął. Mógłby to być jeden stroboskop, wielki system nagłośnieniowy i ciemne pomieszczenie, ale wszystkie te elementy zgrały się w sposób, w który nikt jeszcze wcześniej tego nie zrobił. Przywrócenie plastiku, ułożenie głośników w czterech miejscach zamiast dwóch, sposób, w który ją promowaliśmy, zrobione przez nas ulotki. To wszystko była część tajemnicy, część rzeczy, która zbiera się potem w głowie. Sądzę, że to co mamy teraz, jest zgodne z tym, czym Plastikman powinien być.

Przez dłuższy czas Plastikman był bardziej popularny niż Richie Hawtin. Teraz Richie Hawtin jest bardziej popularny niż Plastikman. Czy dziwny był powrót w tym kontekście?

Z pewnością. Dlatego wszystkie nasze występy muszą być podpisane „Richie Hawtin presents Plastikman”. Niektóre z dzieciaków reagują „kto to do cholery jest?” [śmiech] To było na początku dziwne, ale teraz naprzemienne używanie swoich pseudonimów za fajne. Zwykle był to albo jeden, albo drugi. Pierwszy raz występuję pod oboma jednocześnie.

To trudne?

Trudno przejść z DJ-ingu jednej nocy, gdzie jesteś przed grupą ludzi, a potem, następnej nocy, być zamkniętym za kurtyną, oglądając jak jedni tańczą a drudzy nie. To inna dyscyplina. Mam ekran, przy którym zastanawiam się, gdzie podjąć decyzję czy przedłożyć wideo ponad dźwiękiem. Zostawiam pętlę, bo wiem, że w tej chwili wizualizacje są tym interesującym elementem. Kilka razy w Glasgow mój ekran padł. Gdy to się dzieję, lecę na oślep.

Ali [Demirel, kontroler wizualizacji Plastikmana] wydaje się być pod pewnymi względami w równym stopniu Plastikmanem jak ty.

Muszę być szczery. Plastikman to to, co widzisz i co czujesz. Jest oświetleniowiec i jest dźwiękowiec. Na ekranach jednak widzicie połączenie Aliego i Jarreta Smitha z Derivative. Robiliśmy wszystkie wizualizacje razem za pierwszym razem i zrobiliśmy je wspólnie również teraz. Ali jest z pewnością dyrektorem wizualnym, który podejmuje ostateczne decyzje. To zajęło dużo czasu. Mieliśmy listę kawałków do odtworzenia, którą dałem Aliemu. Potem on wpadał na pomysły do każdego z nich. „Może powinniśmy zrobić skaczące piłeczki do „Hypokondriak”.”

Zawsze graliśmy kawałki w czasie tej pracy, by spróbować zobrazować sobie, co sprawdza się najlepiej. Stworzenie wizualizacji do każdego kawałka zabrało nam więcej czasu niż odtworzenie ich. Mieliśmy więcej muzyki niż wideo. Było piętnaście rzeczy gotowych, z czego osiem lub dziesięć dopasowaliśmy do konkretnych utworów, a zresztą bawiliśmy się, patrząc, co może zadziałać i zmieniając je. To, co jest teraz zakończeniem – zielone numery – było tylko dziwnym przerywnikiem, cząstką eksperymentalną.

Wspomniałeś posiadanie za dużo muzyki. Słyszałem, że występ na Time Warp był dość długi.

Był trochę przydługawy. [śmiech] Miał co najmniej dziewięćdziesiąt minut, może dłużej. Pojawiły się trzy lub cztery kawałki ekstra. Można by go w pewnym sensie porównać do Mutek. Nie było tyle niewypałów co wtedy, ale zastoje podczas Time Warp zniweczyły zamysł. Naprawdę chciałem zagrać „Plastique” - ale 102 BPM-y na naprawdę wielkim – w najlepszym znaczeniu tego słowa - „rejwie”? Zaczął się przedłużać. Był to też mój pierwszy przelot przez ten system i musieliśmy przejść przez każdy kawałek w secie w tej kolejności. Dobrze się bawiłem, ale był troszkę za długi. Ale, jak wspomniałem, to zawsze doświadczenie. Nie uważam, że show jest tak głęboki jak mógłby być. Mógłby być znacznie bardziej potężny, ale to wymagałoby od nas podniesienia fanów Plastikmana do poziomu fanów Hawtina. Albo w drugą stronę. To wstęp.

Jak długo będzie to według ciebie trwało?

Chciałbym powiedzieć, że za rok moglibyśmy wejść w fazę drugą, ale myślę, że pozwolimy temu ewoluować do roku 2012. Do tego czasu zdążymy rozwinąć go do miejsca, do którego chcielibyśmy dotrzeć.

Mówisz, że tracisz na tych występach pieniądze. Dlaczego planujesz fazę drugą, jeśli nadal tracisz na nich tracisz?

Nadal jesteśmy w dołku, ale do czasu gdy skończymy wszystkie zaplanowane imprezy, powinniśmy wyjść na zero. To zależy od tego jak na to patrzeć: jeśli wziąłbym wszystkie imprezy i zaczął po prostu grać jako DJ, traciłbym tak naprawdę więcej pieniędzy. Ale granie imprez do końca życia w tych samych miejscach, może być w pewnym sensie nudne. Chcę tęsknić za niektórymi z nich i wracać następnego roku. Wszystko to działa ze sobą. Jeśli robisz to, w co wierzysz i robisz to uczciwie, inwestując czas i pieniądze we własną wizję, to może do ciebie tylko wrócić. Może nie w postaci pieniędzy – mogą to być kontakty, przyjaciele, cokolwiek. Mamy mnóstwo szalonych rzeczy, które chcielibyśmy zrobić, ale jeszcze nie mamy wystarczającej rzeszy fanów czy pieniędzy by to zrealizować. Ale być może jesteśmy na dobrej drodze.

Interesujące, że tak mówisz. Unosiłeś się w tym dziwnym miejscu już przez chwilę i nie jesteś jak Deadmau5, ale mimo to, w undergroundzie, jesteś dość popularny.

Balansowałem na tej linie przez długi czas. Czasem to naprawdę irytujące, niemal przygnębiające. Pewne rzeczy przybijają. Ale lubię tu działać, robić małe imprezy, ale gdy robiliśmy Spastik w Detroit, były to ogromne wydarzenia. My byliśmy tymi, na których imprezy przychodziło 1500 osób. Gdy zbierasz tyle ludzi... to nie spektakl, ale bardziej happening. To nie zwykłe – to wyjątkowe. Chcę robić rzeczy na wielką skalę. W przyszłości, chce robić imprezy Plastikmana na wielką skalę. Zawsze wierzyłem, że Hawtin może grać większe rzeczy, że Hawtin jest moją popową stroną. I wiem, że Plastikman to oblicze undergroundowe. Ale nadal chcę, by był to underground na wielką skalę...

Kopiowanie powyższego tekstu w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Wasze komentarze

  • DJ-H7 września 2010, godz. 10:57
    dobry wywiadzik:)
  • 'Kuba'7 września 2010, godz. 11:04
    Dotarłem wreszcie do końca ;) Bardzo ciekawy wywiad, szacunek dla tłumacza. Hawtin jest jedną z najciekawiej wypowiadających się osób w branży.
  • Reklama7 września 2010, godz. 11:04
  • budi227 września 2010, godz. 14:24
    wizjoner.
  • gor587 września 2010, godz. 16:33
    a to nie jest czasem artykuł co był w przekroju tydzien czy dwa temu?
  • Dracula7 września 2010, godz. 16:39
    Dluuuugi, ale dobry wywiadzik:P
  • Lewy777 września 2010, godz. 16:56
    na Audio bardziej mi sie podobało jak na Time Warp ,tak jak Richie powiedział zbyt długi był ten set na TW za długie przeciąganie kawałków było do znudzenia. Na AUdio było już mega zajebiscie ;) a tak ogólnie to brawo dla ftb że poruszli taki temat i nie dali wywiadu z Arminem albo innym super trancowym dj . ;D
  • Feniu8 września 2010, godz. 10:17
    Ciekawy, aczkolwiek długi wywiad, Richie wkłada duzo pracy w branże muzyki techno i minimal, to sie ceni.
  • aktalaif8 września 2010, godz. 10:46
    Mega wywiad, mega osobistość :)
  • korusek3 października 2010, godz. 05:35
    Richie Hawtin jako DJ,jak i Plastikman,staje się pomału,jedną z ikon współczesnej muzyki elektronicznej :)
Zarejestruj się i zaloguj, aby dodać komentarz...
Komentarze (11)

Imprezy promowane

Trance Xplosion 2012

Trance Xplosion 2012

18 lutegoMiędzynarodowe Targi Poznańskie Poznań

Trance Xplosion powraca w wielkim, halowym stylu. Muzyczny event, flagowa tranc...

Magnetic

Magnetic

7 majaPVA Expo Praga

AVICII headlinerem festiwalu MAGNETIC! MAGNETIC Festival 7.5.2012, 20:00 – 06:...

The Prodigy & Skrillex

The Prodigy & Skrillex

15 wrześniaKalemegdan Fortress Belgrad

The Prodigy przedstawia Warrior’s Dance Festival 2012 Kalemegdan Fortress, ...

Paul van Dyk - Evolution World Tour 2012

Paul van Dyk - Evolution World Tour 2012

15 czerwcaKajot Arena Brno

Paul van Dyk powraca do Czech! P class=Body align=center...

Trance Fusion 2012

Trance Fusion 2012

14 kwietniaPałac Przemysłowy Praga, Czechy

Agencja BTL przedstawia: TRANCEFUSION Sobota 14. 4. 2012, 19:15 otwarcie hali...

Fedde Le Grand Take Over

Fedde Le Grand Take Over

2 marcaSaSaZu Praga

FEDDE LE GRAND “PRAGUE TAKE OVER” 2.3.2012 SaSaZu - Praga Fedde powraca!!! Wraz...

NRG 1

NRG 1

14 kwietniaHala Stulecia Wrocław

Kwiecień w świecie polskich eventów od lat zarezerwowany jest dla bardzo ciekawy...

Sensation - Innerspace

Sensation - Innerspace

19 majaO2 Arena Praga

Sensation powraca do Pragi ze swoim show – Innerspace! W tę nadchodzącą wiosnę w...

Decadance - 10. Special Edition

Decadance - 10. Special Edition

11 majaSaSaZu Praga

BTL Agency prezentuje:   DECADANCE – s...

EXIT Festival

EXIT Festival

12 lipcaNovi Sad - Serbia

EXIT to największy muzyczny festiwal w południowo-wschodniej Europie. Odbywa si...

Imprezy

DzisiajPojutrzeŚroda, 15 lutegoCzwartek, 16 lutegoPiątek, 17 lutego
rejestracja

...a jeśli masz już konto Zaloguj się »

Ranking ftb.pl

Cały ranking
Cały ranking
Cały ranking